-Jesteś- wyszeptałam. Obok mnie siedział chłopak z mojego snu. Był jeszcze piękniejszy, niż mi się wydawało. Jego zielone tęczówki przyciągały niczym magnesy.
-Jestem- uśmiechnął się, dzięki czemu stał się jeszcze bardziej przystojny.
Powoli nachylił się i pocałował mnie w czoło, przymknęłam powieki. Westchnęłam kiedy się wyprostował.
-Miałam cudowny sen- szepnęłam. Nie byłam do końca pewna czy chcę, aby wiedział, że to odrywał tam główną rolę, jednak postanowiłam mu powiedzieć.
-Śniłam, że jestem w najwspanialszym miejscu na świecie i ty byłeś ze mną. Było idealnie, lecz w pewnej chwili chciałeś mnie zostawić. Prosiłam, żebyś został i w końcu mnie posłuchałeś. Przytuliłeś i powiedziałeś coś takiego czego nigdy nie zapomnę...- urwałam. Nagle pomyślałam, iż to co mi wtedy powiedział było chyba realne... Właśnie się budziłam, kiedy usłyszałam jego ciche słowa.
-Co powiedziałem?- zapytał Brett. Zerknęłam na niego nieśmiało.
-Kocham cię. Powiedziałeś, że mnie kochasz- rzekłam. Niespodziewanie oblicze chłopaka zdradziło kilka emocji, czułość, opiekuńczość i miłość.
-Kocham cię.- Usłyszałam. Po czym nasze wargi złączyły się w pocałunku.
Nie wiem ile dokładnie czasu to trwało, ale gdy oderwaliśmy się od siebie brakowało mi tchu. Brett zaśmiał się zadowolony z siebie, a ja wiele nie myśląc wtuliłam się w niego. Było doskonale.
-Nie zostawię cię- powiedział do mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem zadowolona z obrotu spraw.
Leżeliśmy tak szczęśliwi na moim łóżku, aż drzwi do mojego pokoju uchyliły się. W progu stanęła Rebbeca trzymająca czerwoną tacę z jedzeniem i piciem. Na jej widok zarumieniłam się ciekawa co też sobie teraz pomyśli o Brettcie i... o mnie.
-Dobre się bawicie- zapytała rozbawiona. Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. Wstałam i podeszłam do stolika przy kanapie, na którym została ustawiona tacka z przekąskami.
-Tak. Mamy wiele do roboty- odpowiedziałam. Na odchodne macocha zaśmiała się w głos i zamknęła szczelnie drzwi.
Westchnęłam głęboko i usłyszałam jak chłopak się śmieje.
-Chyba nie zrobiłem dobrego, pierwszego wrażenia- powiedział. A ja odwróciłam twarz w jego stronę. Siedział na łóżku i robił sobie ubaw z zaistniałej sytuacji. Patrzałam tak na niego i w końcu nie wytrzymałam, tylko zawtórowałam mu śmiechem. Podeszłam do niego i chwyciłam za rękę. Usiedliśmy na kanapie i nalaliśmy sobie do szklanek coli. Upiłam łyk po czym zapytałam:
-A tak szczerze to co twoja siostra o mnie myśli?
-Lubi cię.
-Nie o to mi chodzi...
-Uważa, że jesteś śliczną dziewczyną, która nie jej świadoma własnych zalet. Do tego słusznie sądzi, iż jesteś dość spontaniczną, ale miłą osobą.
-No tak. Rzeczywiście czasami działam spontanicznie- uśmiechnęłam się pod nosem.
-To fajnie. Wieczna odpowiedzialność jest nudnawa.
-Taaa, ale nie można całe życie szaleć.
-Wiem coś tym- mrugnął do mnie zalotnie. Nie wiedziałam jak zareagować, bo tak naprawdę to nigdy wcześniej nie spotykałam się z żadnym chłopakiem. Chociaż chętnych było kilku to ja do dziś trzymałam się zasady, że wierzę w prawdziwą miłość. Mimo wszystko nie potrafiłam powiedzieć Brettowi, że go kocham, ponieważ sama nie byłam pewna swoich uczuć...
Zjedliśmy chrupki i ciasto żartując i dyskutując na różne tematy. Musieliśmy się lepiej poznać, dlatego robiliśmy jakby małe przesłuchania. Ja na przykład pytałam o jego zainteresowania i sposoby spędzania wolnego czasu, a on wypytywał mnie o takie błahostki jak moje ulubione jedzenie, czy znienawidzone piosenki.
-Nie cierpię mleka- powiedziałam w pewnym momencie. Chłopak zaśmiał się.
-Jak możesz? Ja codziennie piję mleko.
-Fuj! Obrzydlistwo.
-To jak możesz lubić jeść płatki?
-Normalnie. Mleko w płatkach to zupełnie coś innego.
I tak mniej więcej wyglądały nasze pogadanki. Siedzieliśmy tak do jakiejś dwudziestej drugiej, aż zadzwoniła komórka Bretta.
-Tak, Jo?- powiedział do telefonu. Rozmawiał z siostrą. -Dam radę. Nie, nie musisz się denerwować. No zaraz wyjdę. Spokojnie, nic się przecież nie stało- śmiał się.
-Co się stało?- zapytałam od razy, jak tylko odłożył słuchawkę.
-Jo nie może po mnie przyjechać. Harry gdzieś pojechał i wróci dopiero w nocy. Muszę już iść, bo będzie się martwić czy nic mi się nie stanie. Wiesz, ona czasem zapomina, że mam już siedemnaście lat.
-Po prostu się o ciebie troszczy- uśmiechnęłam się, ale wyszedł chyba tylko jakiś grymas. Wiadomość, iż zostanę sama sprawiła, że zrobiło mi się przykro.
-Nie smuć się jutro się zobaczymy- szepnął mi do ucha.
Pocałował mnie delikatnie i wyszedł. Wybiegłam na balkon i odprowadziłam go wzrokiem do końca ulicy.
Pozostawało jeszcze jedno pytanie... Dlaczego nadal nie potrafiłam poczuć się szczęśliwą? Mimo tego, że najwspanialszy chłopak na świecie mnie kochał, ja nie umiałam się tym w pełni cieszyć. Coś było nie tak... Coś podpowiadało mi, że jeśli teraz odnajdę szczęście i miłość to szybko tego pożałuję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz