czwartek, 27 czerwca 2013

Bla bla bla...

Hello :D 
Jutro mamy zakończenie roku szkolnego i do widzenia szkoło! Hahaha ;] 
Dobra do rzeczy. Wielkie sory, ale dzisiaj nie ma żadnego rozdziału, bo źle się czuję. Boli mnie głowa i mam gorączkę. Po prostu nie jestem w stanie go dokończyć. Mam wielką nadzieję, iż jutro poczuję się lepiej i uda mi się opublikować najnowszy rozdział. :** 
To by było chyba na tyle. Serio, dziś do niczego się nie nadaję. XD
Tu macie fajną piosenkę i koniec. 
http://youtu.be/HEValZuFYRU 
                                                                     Narka

                                                                                                    byBellaaa

środa, 26 czerwca 2013

Wakacje

Ehhhh zaraz wakacje a tu taka paskudna pogoda. No cóż, nie zapowiada się za ciekawie, ale będzie dobrze. ^ ^  W piątek zakończenie roku i koniec! Do września mamy spokój. Nie wiem jak Wy, ale ja bez problemu zdaje do następnej klasy. XD 
Kochani teraz tak na poważnie to chcę Wam życzyć udanych wakacji, pełnych słońca i dobrej zabawy. Żebyście się jakimś cudem nie zanudzili i zbierali fantastyczne wspomnienia. 
Na koniec macie tu jakąś piosenkę. ;** 
Avril Lavigne "Girlfriend" http://youtu.be/Bg59q4puhmg  ;33



                                                                                                         Hey 
        
                                                                                                                            byBellaaa 

Rozdział V

Nadszedł ranek. nowy dzień pełen kolejnych zaskakujących wydarzeń. Siedziałam przy kuchennym stole jedząc śniadanie w towarzystwie Rebbec'y i ojca. Macocha przygotowała moje ulubione ciasto jagodowe. Było całkiem miło, jednak panowała dziwnie sztywna atmosfera.
-Pomyślałam, że może poszłybyśmy razem na zakupy, co ty na to Alice?- zapytała mnie Rebbec'a.
-Chętnie.
-Dobra. To ty sobie spokojnie dojedz, a ja uprzątnę kuchnię. Jak troszkę odpoczniemy to możemy iść, co?
-Zgoda, ale czy nie mogłybyśmy jechać? Chciałabym odwiedzić galerie handlową, tylko, że ona jest tak daleko- zaczęłam marudzić. Tak na prawdę szło się tam może ze 20 minut, jednak nie chciałam iść pieszo i przyglądać się całemu światu. Kobieta popatrzyła na mnie z lekkim zdziwieniem i kiwnęła głową.
-W porządku. Jack zawiózłbyś nas?- skierowała pytanie do taty. Ten zrobił zbolałą minę i powiedział:
-Wybaczcie moje drogie, lecz nie czuję się na siłach, żeby prowadzić teraz samochód. Za to mogę zadzwonić po limuzynę. Wiem, że nie lubicie zwracać na siebie uwagi, no ale co ja wam zrobię.
Rebbeca zgodziła się i zabrała za zmywanie, a ja poszłam do "mojego" pokoju. Był to ciasny pokoik, w którym mieszkałam, gdy się tu zatrzymywałam. Czarne ściany były ozdobione graffiti, które osobiście stworzyłam w wieku 14 lat. Były to różnego rodzaju nuty i napisy. Sporo tego było i wszystko sama wymyśliłam. Podłoga była wyłożona jasnymi panelami. W kącie stało biurko, na którym leżał mój różowy laptop i magnetofon. Pod oknem znajdowało się metalowe łóżko z piękną czarno-białą pościelą. Ogólnie cały pokój był w tych dwóch kolorach (za wyjątkiem komputera i kilku napisów na ścianach).
Podeszłam do sporej szafy z lustrem. Otworzyłam ją i zaczęłam przeglądanie wieszaków z ubraniami. Było ich na prawdę niewiele, ponieważ wszystkie moje rzeczy leżały sobie w moim domu. Po krótkim czasie zdecydowałam się na zniszczone dżinsy oraz czerwoną koszulkę z napisem: NO MORE TEARS. Mimo, iż koszulka nie pasowała do mojego obecnego nastroju stwierdziłam, że warto ją założyć. Z szuflady wyjęłam moją ulubioną pieszczochę i kilka kosmetyków. Stercząc przed lustrem malowałam swoje wielkie, ciemne oczy. Gdy skończyłam poszłam na korytarz gdzie leżały moje stare trampki. Założyłam je i byłam gotowa.
-Jestem gotowa!- zawołałam. I wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam niemal natychmiast, nie zerkając nawet na wyświetlacz.
-Cześć, Alice- usłyszałam wesoły głos Tori. Zszokowana zorientowałam się, że dziewczyna nic nie wie o moim cierpieniu i ostatnich przeżyciach.
-Hej- wyszeptałam. Poczułam nagle wielką gulę w gardle. Zdenerwowałam się, gdyż nie wiedziałam czy powinnam jej o wszystkim powiedzieć.
-Słuchaj, wybieramy się dziś z Brett'em na koncert. Może chciałabyś do nas dołączyć?
-Tori, nie mogę. W sobotę zginęła moja mama...- urwałam, bo głos mi się złamał. Na wspomnienie matki rozpłakałam się.- Nigdzie z tobą nie wyjdę. Nie mogę, wybacz.
-Ale jak to zginęła? Alice, dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałaś...- bardzo zaskoczyłam moją przyjaciółkę. Nie miała pojęcia co przechodzę.
-Wyjaśnię ci później, jak się spotkamy, a nie teraz przez telefon. Ja idę na zakupy. Narka.- Rozłączyłam się nie dając jej możliwości pożegnania. Usiadłam na podłodze i spróbowałam się uspokoić. Nie było to łatwe, ale udało się. Kiedy podniosłam głowę zobaczyłam Rebbec'e. Stała sobie oparta o ścianę i przyglądała mi się. To spojrzenie mnie wkurzyło, bo było przepełnione współczuciem i troską. Nie prosiłam się o współczucie.
-Gotowa? Czy dać ci jeszcze minutkę?- zapytała uśmiechając się nieśmiało. Przejrzałam się w ekranie telefonu, by upewnić się, że makijaż się nie rozmazał. Było w porządku, dlatego bez słowa wyszłam.
W limuzynie było okropnie. Nienawidziłam, tego środku transportu, ponieważ zwracał niepotrzebną uwagę.
Usiadłam sobie na obitym białą skórą fotelu i włączyłam pilotem radio. Usłyszałam w nim końcówkę ulubionej piosenki mojej mamy- Part of me. Od razu zmieniłam stację. Mój pierwszy wybór trafił na jakiś stary kawałek Tokio Hotel. Niestety słowa poprzedniej piosenki dźwięczały mi w uszach: "This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no!" Było to mądre zdanie, jednak za bardo przypominało matkę. Wściekła wsłuchałam się w tekst nowego utworu, lecz nic to nie dało.
Kiedy nareszcie dojechałyśmy na miejsce z miejsca udałyśmy się do mojego ulubionego sklepu. Przymierzyłam masę ubrań, począwszy od krótkich topów, a kończąc na sukienkach dyskotekowych. Rebbeca szczerze komentowała każdą stylizację i dzięki niej udało mi się zapomnieć o zmartwieniach. Gdy wózek zakupowy był już pełny przeniosłyśmy się do działu z butami, gdzie znalazłam genialne trampki. Były czarne z czerwonymi sznurówkami i do połowy łydki. Załadowałam je do reszty rzeczy i powędrowałam w kierunku biżuterii. Moja towarzyszka stwierdziła, że świecidełka potrzebne są każdej kobiecie i załadowała do wózka mnóstwo wisiorków, kolczyków oraz bransoletek. Ja sama sięgnęłam po jeden z pierścionków. Następnie poszłyśmy po trochę kosmetyków i okazało się, że nie mamy miejsca na wszystkie te rzeczy. Rebbeca wcisnęła tylko kilka sztuk pudru i cieni, po czym udałyśmy się do kasy. Cena zwalała z nóg, jednak moja macocha wiedziała ile to będzie kosztować i spokojnie zapłaciła. Dzięki wysokiej pensji ojca mogliśmy żyć jak w jakiejś bajce.
Po powrocie do domu byłam nawet szczęśliwa, ale tylko odrobinkę. Podziękowałam Rebbece i weszłam do swojego pokoju. Okazało się, iż do mojej szafy nie zmieści się nawet połowa kupionych rzeczy, dlatego zostawiłam to wszystko w reklamówkach, a sama poszłam spać wykończona męczącym dniem.

Cytat i tytuł zaczerpnięty z utwory Katy Perry "Part of me". :]

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział IV

Siedziałam zamknięta w ciemnym salonie. W całym mieszkaniu panowała grobowa cisza.
Kiedy wróciłam z ojcem do domu od razu zamknęłam się właśnie w tym pokoju. Do tej pory tylko siedziałam i płakałam. Nie mogłam znieść myśli, że moja matka nie żyje. Nie umiałam sobie poradzić z tym wszystkim. Bezskutecznie szukałam odpowiedzi na te same pytania: Co dalej? Gdzie teraz będę mieszkać? Co dalej? Jak ja sobie poradzę bez mamy? Co dalej? Co dalej? Tak, to pytanie błądziło. Bo co miała niby być dalej? Nic. Pustka. Uważałam, iż moje życie straciło cały sens. Cały czas kłębiły się we mnie te same emocje, strach, ból, tęsknota. Niewiedza powodowała lęk, a brak opiekuńczej i kochającej matki tęsknotę.
Ból był spowodowany chyba wszystkim, stratą najbliższej mi osoby, osamotnieniem i brakiem wizji szczęścia. Te wszystkie rozmyślania prowadziłam przez całą noc.
Nad ranem wstałam z kanapy i podeszłam do okna, ale nie odsłoniłam zasłon- ciemność mnie uspokajała. Stałam i tępo patrzyłam w przestrzeń. Nagle ktoś złapał za klamkę, jednak te nie otworzyły się, ponieważ podstawiłam pod drzwi stolik do kawy. Mimo, że czułam się samotna, nie chciałam nikogo widzieć.
-Alice, wpuść mnie- powiedział ojciec. Jego głos, także był przepełniony bólem, lecz nie potrafiłam mu współczuć. Za bardzo przytłaczała mnie moja własna porcja bólu.- Alice, proszę cię, daj mi wejść.
Nie miałam zamiaru, ani go wpuścić, ani się do niego odezwać. Moje cierpienie nie dawało mi możliwości wyjść nawet do taty. Złapał on jeszcze raz za klamkę i spróbował wejść siłą, jednak próba ta zakończyła się fiaskiem.
-Posłuchaj mnie, nie możesz zamknąć się teraz w sobie. A właśnie to robisz! Dziewczyno musisz z kimś porozmawiać. Jak nie ze mną to z kimś innym. Jeśli tego chcesz to zadzwonię do Tori...- urwał. Pomyślałam sobie, że moja najlepsza przyjaciółka nie jest tu mile widziana. Ojciec jej nie znosił, więc był bardzo zdesperowany, bym wyszła do ludzi. Mimo wszystko, zdecydowałam, iż nic nie powiem. Niestety on ani myślał się poddać.- Alice! Wyjdź z tego pokoju! Błagam cię, ja już nie wiem co robić. Pomóż mi.- Uderzył pięścią w drzwi.
-Koniec- szepnęłam. Był to tylko cichutki szmer, którego tata nie mógł usłyszeć. Po jakichś 20 minutach usłyszałam, jak odchodzi. Po raz kolejny się rozpłakałam. Nie wiem ile to już razy łzy ciekły mi po policzkach, ale niespodziewanie poczułam się zmęczona. Było to chyba normalne, gdyż nie spałam od jakichś 20h. Usiadłam na podłodze i przymknęłam oczy. Męczące myśli nie dawały mi spać, ale teraz zmęczenie wzięło górę. Nim się zorientowałam już zasnęłam.
Niestety, dręczyły mnie potworne koszmary i sen nie przyniósł ulgi wykończeniu. Czarno-białe obrazy były straszne. Przedstawiały mnie jako małą dziewczynkę i moich rodziców kłócących się. Ja siedziałam na trawie i trzymałam się za kolana, zaś moi opiekunowie niemo krzyczeli na siebie nawzajem. Brak jakichkolwiek kolorów czy dźwięków dodawał tej scenie grozy. Po chwili wizję tę zastąpiła inna, sama nie wiem czy gorsza. Widziałam w niej moją mamę płaczącą. Była sama a ja stałam w progu i się w nią wpatrywałam. Dobrze pamiętałam tę scenę- miałam wtedy 7 lat. Ojciec spakował walizki i wyszedł, żegnając się ze mną. Zaraz, jednak i ten obraz został zastąpiony innym. Nie mogłam zrozumieć co ta scena miała do poprzednich. Zobaczyłam bowiem Tori całującą Brett'a. Stali na środku jakiejś ulicy przytuleni do siebie. Wyglądali uroczo. Niespodziewanie obraz zaczął nabierać barw, bardzo realistycznych barw. Zakochani obściskiwali się, a wizja robiła się coraz dziwniejsza. Wszystko zaczęło się kręcić i wirować, do tego doszedł dźwięk jakby pisk hamulcy. I wtem jeden długi krzyk Tori i jedno cichutkie słowo Brett'a- koniec.
Nagle otworzyłam oczy. Leżałam na podłodze cała spocona. Wokół panowały egipskie ciemności.
-Tato!- zawołałam zrozpaczona. Miałam już dość bycia samą. Miałam w głębokim poważaniu jak teraz wyglądam i która godzina. Chciałam, aby mój tatuś mnie przytulił.
-Alice, otwórz mi- powiedział spokojnie ojciec. Pewnie go obudziłam i tak doszły wyrzuty sumienia do mojego lęku. Podeszłam powolutku do drzwi i uchyliłam je. Moim oczom ukazał się zatroskany ojciec, która z miejsca przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Tym razem, o dziwo, nie rozpłakałam się. Poczułam się w miarę dobrze. Nie byłam szczęśliwa, tylko zadowolona z obecności bliskiej mi osoby.
-Przepraszam- szepnęłam.
-Kochanie, nic się nie stało. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Wszystko się ułoży. Zasługujesz na szczęście.
Pomyślałam, że ma racje. Chyba zasługiwałam na coś lepszego, niż śmierć matki. Żal ścisnął mnie za gardło i jedna kropla skapła na koszulę taty. Ścisnął mnie mocniej i powiedział coś bardzo ważnego:
"Będzie dobrze, wiem łatwo powiedzieć, ale lepiej mieć nadzieje, niż siedzieć i nic nie mieć."
Rzeczywiście, miał on racje. Od pustki lepsza jest nadzieja, której płomyk właśnie został zapalony.


Słowa ojca Alice są zaczerpnięte z piosenki Grubsona pt. "Naprawimy to". To naprawdę ważne cytat, warty zapamiętania. ♥ Pozdrawiam ;**     
byBellaaa

Nowa Top Lista

Hej! Dzisiaj pracuję nad kolejnym rozdziałem. ^ ^ Pewnie dalsze losy Alice będą dla Was wielkim zaskoczeniem, ale takie moje zadanie- zaskakiwać Was. Na bloogu zmieniłam listę piosenek. Teraz utworki są bardziej dopasowane i świeższe. Moim zdaniem "Bezsilność" doskonale nadaje się na pierwszą nutkę. W komentarzach możecie sami zaproponować jakieś fajne piosenki t też je wepchnę. ;D Zaserwuję Wam kilka obrazków i kończę, bo może jeszcze dziś wieczór uda mi się opublikować nowy rozdział. heheszki xD










I LOVE IT <333 
                                                                               byBellaaa

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Witamy ponownie ;**

Witajcie moi kochani. Ostatnio już przepraszałam za moją dłuższą nieobecność, ale zrobię to jeszcze raz. Bardzo, ale to bardzo Was przepraszam za brak jakichkolwiek znaków życia, jednakże kończy się rok szkolny miałam wiele do zrobienia. Teraz już wracam i piszę kolejne rozdziały, na które myślę nie będziecie musieli, aż tyle czekać.
Ok, oto nuta na dziś. Jest to dość stary kawałek Juli pt. "Bezsilność". Moim zdanie to naprawdę mądra piosenka, która wpada w ucho. Tak więc macie tu link: 
http://youtu.be/r-CTgmnuKmU 
No to co? Do zobaczenia! 




                                                                                                                Ciao ;**

                                                                                                                                byBellaaa

Rozdział III

Obudziłam się w dużym przestronnym pokoju. Panował w nim półmrok, bo żaluzje zasłaniały okna. Rozejrzałam się i zorientowałam, gdzie jestem- byłam w mieszkaniu mojego ojca, a dokładniej w jego salonie. Nie miałam zielonego pojęcia skąd się tu wzięłam, ale nagle przypomniałam sobie słowa pielęgniarki i w oczach znów zalśniły mi łzy. Usiadłam na ciemnej kanapie i zwinęłam się w kłębek. Nie wiem ile tak siedziałam i płakałam, lecz w pewnej chwili drzwi salonu otworzyły się. Stanęła w nich Rebbeca, żona mojego taty. Jej długie blond włosy były związane w schludną kitkę. Miała na sobie śliczną czerwoną sukienkę. Podeszła do mnie i bez słowa mnie przytuliła. Bardzo ją lubiłam, zawsze była dla mnie miła i mogłam na nią liczyć. Kiedy trochę się uspokoiłam zapytałam:
-Co z moją mamą?
-Nie martw się będzie dobrze. Twój tata został w szpitalu, żeby się czegoś dowiedzieć, bo na razie nic nie wiemy- uśmiechnęła się ciepło. Musiałam być w dobrej myśli.- Wiesz, powinnaś iść do toalety i troszkę się oporządzić.
-Chyba masz racje- wstałam i poszłam do łazienki. Gdy ujrzałam swoje odbicie w lustrze przeraziłam się. Wyglądałam jak zombi. Umyłam twarz i uczesałam włosy. Po skończonej toalecie wróciłam do pokoju. Nikogo w nim już nie było. Włączyłam swoją ulubioną stację radiową, na której puszczane były ostre rockowe kawałki. Uwielbiałam taką muzykę. Przypominała ona mój charakter- głośna, buntownicza, niezależna i szczera. Patrząc na mnie ludzie brali mnie często za złe i niewychowane dziecko ulicy. Moje długie, czerwone włosy oraz ciemne, zniszczone ubrania były częścią mnie, dlatego nie zwracałam zbytniej uwagi na osądy obcych mi ludzi.
Nagle zadzwoniła moja komórka. Spojrzałam na wyświetlacz dzwonił mój tata, więc szybko odebrałam.
-Halo?- usłyszałam w głosie ojca zdenerwowanie.
-Tak tato? Co z mamą? Wszystko w porządku? Obudziła się?- zasypałam go gradem pytań.
-Alice...- zaczął, nie wiedząc jak mi to powiedzieć.- Mama się nie wybudziła i wygląda na to, że...
-No tato wyduś to z siebie. Powiedz mi co się dzieje- poprosiłam. Ojciec wziął głęboki oddech po cym dokończył:
-Mama się już nie wybudzi.- I nagle mój świat runął. To koniec. Koniec.- Ja muszę teraz załatwić kilka spraw, ale słowo honoru, jak tylko wrócę to porozmawiamy.- Czekał na jakąś reakcję z mojej strony, jednak się jej nie doczekał. Dla mnie nic się już nie liczyło. To był istny koniec. Rozłączyłam się. Zbiegłam schodami na dół i ubrałam moje glany- prezent od mamy na moje 15 urodziny. Wybiegłam z kamienicy nie tłumacząc się Rebbece. Podeszłam do postoju taksówek i pojechałam do szpitala, w którym leżała moja mama. Gdy już dojechałam na miejsce pobiegłam na oddział urazowy zobaczyłam, że sala, w której leżała jest pusta. Przy kontuarze stała ta sama pielęgniarka co wcześniej, dlatego podeszłam i zapytałam wprost:
-Gdzie jest moja mama?- kobieta bez trudu mnie rozpoznała. Jej spojrzenie było przepełnione współczuciem i bólem. Nie chciałam przyjąć do wiadomości, że jest źle. Dla mnie to i tak był po prostu koniec. Koniec i nic więcej.
-Twoja mama leży na oiomie i nie możesz jej zobaczyć, ale tu gdzieś jest twój tata. Uważam, że to z nim powinnaś porozmawiać.
Usiadłam na jednej z ławeczek, bo odniosłam wrażenie, iż zaraz się przewrócę. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zimną ścianę. Niespodziewanie zjawił się mój tata.
-Alice, nic ci nie jest?- spytał spanikowany, zapewne myślał, że ponownie straciłam przytomność. Otworzyłam oczy i wbiłam w niego wzrok.- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Zaraz pójdziesz do mamy i pożegnasz się z nią- powiedział powoli, uważnie mi się przyglądając.
-Co?!- wykrzyknęłam. NIE! NIE! NIE! Powtarzałam sobie, to nie możesz się tak skończyć.
-Kochanie, ja wiem, że to trudne. Rozumiem cię. Sam już pożegnałem się z mamą. Naprawdę, nic się już ie da zrobić...-urwał i mnie przytulił. Miałam dość. Zaczęłam szlochać, a łzy spływały mi ciurkiem po policzkach. Moja kochana mama była mi potrzebna, nie mogła mnie zostawić! Kochałam ją najbardziej na świecie i nie wyobrażałam sobie przyszłości bez niej. Tata wziął mnie za rękę i poprowadził do jakiejś sali. Sama ledwo co stałam na nogach- nic do mnie nie docierało. Przez łzy w oczach nic nie widziałam. Marzyłam, aby to wszystko kazało się tylko złym snem, ale to nie był sen. To była rzeczywistość.
-Zostawić cię samą?- usłyszałam głos zmartwionego i zbolałego ojca. Nagle zauważyłam, że sam także płacze. W odpowiedzi pokiwałam tylko głową. Wytarłam oczy, by móc zobaczyć twarz mojej ukochanej rodzicielki. Z całego serca chciałam się z nią zamienić. Poświęcić swoje bezsensowne życie dla niej. Kiedy wreszcie ją wyraźnie zobaczyłam myślałam, iż pęknie mi serce. Leżała w bandażach ze spokojnym wyrazem twarzy. Nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu.
-Mamo... Proszę cię... Nie rób mi tego...- bełkotałam przez łzy. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, co powinna na koniec ode mnie usłyszeć.- Mamusiu, jeśli mnie słyszysz to pamiętaj, że cię kocham. Będę za tobą potwornie tęsknić...- urwałam, ponieważ przeraziłam się. Tęsknota i ból, tak teraz tylko to się będzie liczyć.- Nie odchodź, błagam cię. Jesteś mi potrzebna. Mamo! Kocham cię, nie zostawiaj mnie- przytuliłam się do niej. Usłyszałam czyjeś kroki, lecz miałam to gdzieś. Dla mnie najważniejsza była matka.
-Chodź, musimy iść- powiedział tata, ale ja nie miałam dosyć. Nie mogłam od niej teraz odejść, nie potrafiłam. Pocałowałam mamę w policzek i mocniej się w nią wtuliłam, jednak złapał mnie za ramię i zrozumiałam, że to już. Właśnie nastąpił koniec. Puściłam ją, choć poczułam, jakby część mnie przy niej została. Przechodząc przez drzwi po raz ostatni jeszcze spojrzałam na spokojną twarz mamusi...