-Powiedz mi dlaczego tak się mną przejmujesz?- zapytałam. Chciałam poznać odpowiedź na jedno z podstawowych pytań. Brett'a wyraźnie się zdziwił.
-Jak to "dlaczego"? Szczerze to sam nie wiem czemu, ale czuję, że powinienem się tobą zaopiekować- powiedział uśmiechając się nieśmiało. Jego ciemno niebieskie oczy przyglądały mi się teraz z zaciekawieniem. -Opowiedz mi coś o sobie- powiedział.
-Eemmmm...- nie miałam pojęcia co mu powiedzieć. Chciał mnie poznać, a ja nie wiedziałam jak zacząć.- No to mam na imię Alice i mam szesnaście lat- zaśmiałam się cicho. Po raz pierwszy od ostatnich wydarzeń zaczęłam się śmiać, to było aż dziwne.- Moim hobby jest muzyka i sztuka. Najczęściej słucham rock'a, bo to mój ulubiony gatunek muzyki. W wolnym czasie sporo rysuję, maluję, albo tworzę graffiti. Nie jestem wielką fanką sportu, nie przepadam za ruchem, ale często chodzę na basen. Pływanie pozwala mi się wyciszyć i zrelaksować- skończyłam.- Teraz twoja kolej.
-No cóż. Mam na imię Brett i niedawno skończyłem siedemnaście lat. Moja pasją jest poezja. Lubię pisać wiersze i słuchać ostrej muzyki. Trochę interesuję się też modą, siostra mnie zaraziła- zaśmiał się, a jego śmiech rozległ się echem po całej sali.
Wtedy białe szklane drzwi się otworzyły i stanął w nich tata.
-Tato... Przepraszam- powiedziałam cicho i spuściłam głowę. Ojciec podbiegł i uścisnął mnie lekko.
-Alice, córeczko, jak mogłaś- łzy kapały mu na moją pościel.- Myślałem, że się załamie. Alice, dlaczego chciałaś to zrobić? Pomyślałaś o mnie? Nawet sobie nie wyobrażasz co przeżywałem przez te piekielne trzy dni.
-Wybacz mi, tatusiu- było mi wstyd. Wreszcie dotarło do mnie jakie konsekwencje mogłam ponieść. Gdybym rzeczywiście popełniła samobójstwo mój kochany ojciec mógłby sam zrobić coś głupiego.- Tato, ja się wtedy dowiedziałam, że Tori...- przerwałam, ponieważ wspomnienia najlepszej przyjaciółki były zbyt bolesne.
-Ona podcięła sobie żyły, proszę pana- odezwał się Brett. W jego głosie dało się wyczuć nutkę smutku, który starał się ukryć.- Nikt nie wie czemu to zrobiła.
Na te słowa mój opiekun cały zesztywniał. Zrozumiał, że to było dla mnie za wiele. Nie zdążyłam się pozbierać po odejściu matki, a już zabrano mi siostrzyczkę. Wbrew woli zaczęłam cicho szlochać.
-Rozumiem- mruknął. Nigdy za nią nie przepadał, ale tolerował ją, gdyż ja ją po prostu kochałam. Liczył się z tym ile cierpienia przyniosła mi wiadomość o jej śmierci.- Kochanie, proszę nie płacz.
Z trudem spróbowałam się uspokoić. Po jakimś czasie mi się jednak udało.
Podczas mojej rozmowy z tatą, Brett więcej się nie odzywał. Z niewiadomych przyczyn cieszyłam się, że został. Był moim wybawcą i z całego serca chciałam go bliżej poznać. Nie wiem ile czasu minęło, ale w pewnej chwili do sali wszedł lekarz.
-Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam, ale trzeba zabrać pacjentkę na badania-powiedział nieco zachrypniętym głosem.
-To coś nie tak? Jeszcze czegoś nie wiecie?- przestraszył się zielono oki chłopak. Wpatrywał się teraz z przerażeniem w oczach.
-Spokojnie, chłopie. Zabieramy ją tylko na podstawowe badania. Musimy sprawdzić czy nic złego się nie dzieje.
-A co ty się tak przejmujesz stanem zdrowia mojej córki?- zapytał tata. Był podejrzliwy. Nie znał nawet imienia mojego wybawiciela.
-Przestań, to Brett. On mnie uratował. Gdyby nie on...
-Przepraszam państwa, jednak inni pacjenci, również czekają- zwrócił się do mnie lekarz. Pchnął moje łóżko w kierunku wyjścia, a mi mignęła tylko sylwetka wysokiego chłopaka.
***
W drodze powrotnej na salę, chyba zasnęłam. Wszystkie badania bardzo mnie zmęczyły. Nic mi się nie śniło, ale sen przyniósł ulgę wykończeniu. Nie pamiętałam kiedy ostatnio tak dobrze mi się spało, chyba jeszcze w domu mojej mamy...
Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam, to śpiącego chłopaka na krzesełku obok mojego łóżka. Jego czarne włosy przysłaniały te piękne oczy. Wyglądał bardzo spokojnie, na jego ustach majaczył delikatny uśmiech. Miał na sobie granatową bluzę i ciemne dżinsy.
Poruszyłam się lekko i zorientowałam się, iż nie ma już przy mnie pikającej maszyny, ani żadnej kroplówki. Do tego głowa, już aż tak bardzo nie bolała. Byłam zadowolona. Miałam wielką ochotę wstać i się przejść. Odrzuciłam kołdrę na bok i powoli usiadłam. Zakręciło mi się w głowie, więc spuściłam ją w dół. Po chwili było już dobrze, dlatego się wyprostowałam.
-Gdzie ty się wybierasz?- usłyszałam za sobą głos zaspanego Bretta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz