czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział XV

Mały szczeniaczek biegł w moją stronę. Wzięłam go na ręce i przyjrzałam się mu. Był to york.
-Witaj, Alice- usłyszałam głos Rebbeci. Miała na sobie żółtą bluzę i jasne dżinsy. Miło było móc znów ją zobaczyć. Podeszła i ucałowała mnie w czoło.
-Cześć- powiedziałam.- Co to?- wskazałam na psiaka. Był przeuroczy.
-Prezent dla ciebie- uśmiechnęła się do mnie pogodnie.- Właśnie go przywiozłam. Miałam nadzieję, że ci się spodoba.
-Jest cudowny. Dziękuję ci. Obiecuję, że namaluję ci niedługo jakiś fajny obraz. I dziękuję ci też za ten dom, wiem, iż to nie tylko zasługa ojca.
-Oj proszę cię. Zapomnijmy o tym.
Poszłyśmy razem do salonu, a mały piesek lizał mi szyję. Pokój był urządzony w kolorach pomarańczy, czerwieni i bieli. Pod jedną ścianą stał murowany kominek i dwa fotele bujane, natomiast w drugim końcu pokoju na ścianie wisiał plazmowy telewizor. W kącie leżał kosz wiklinowy, który miał za zadanie być posłaniem dla nowego zwierzaka. Tata siedział na kanapie i czytał gazetę słuchając muzyki z niedużego stereo. Rebecca zajęła miejsce obok niego. Ja zajęłam miejsce na fotelu.
-O widzę, że już wróciłaś i to nie sama- powiedział do żony.
-Nie udawaj, że nic nie wiedziałeś- zaśmiała się.- Co prawda to był mój pomysł, ale ty sam powiedziałeś, że też o tym myślałeś.
-Alice, jak go nazwiesz, co? I gdzie chcesz go trzymać? Jeśli masz ochotę to on może spać u ciebie w pokoju, chociaż wcale nie musi.
-Na pewno noc będzie spędzać u mnie- uśmiechnęłam się do obojga.- Ale co do imienia to muszę się jeszcze zastanowić...
-Masz mnóstwo czasu, także spokojnie- powiedziała Rebbeca, po czym włączyła telewizor.
Wstałam i położyłam mojego nowego przyjaciela na jego posłaniu i sięgnęłam po niedużą czerwoną skrzyneczkę, z której wystawał psie zabawki. Wzięłam małą piłeczkę i ścisnęłam ją w ręce, a szczeniak zapiszczał radośnie. Rzuciłam lekko zabawką, a maluch pobiegł za nią. Przyglądałam się jak szarpie zdobycz i ile radości mu to sprawia.
-Cookie, nazwę cię Cookie- powiedziałam, a z kanapy dało się usłyszeć śmiech taty.
Podniosłam się z podłogi i poszłam zobaczyć kuchnię. Była ona urządzona w bardzo nowoczesny sposób. Duża przestrzeń i czysta paleta barw. Potem zajrzałam do łazienki i jadalni. Zerknęłam również na gabinet ojca, a następnie wyszłam na taras. Za mną dzielnie podążał Cookie. Przytrzymałam szczeniakowi drzwi i usiadłam na drewnianej ławeczce pod kolorowym parasolem. Nasz ogród był zacisznym miejscem, w którym można było się łatwo zrelaksować. Wzięłam psa na ręce i przytuliłam. Jego milusia sierść łaskotała mi twarz.
Siedziałam tak i napawałam się ciszą i spokojem dopóki nie zabrzęczał mój telefon. Informował mnie o nowej wiadomości, której nadawcą był nie kto inny jak sam Brett.

Co tam? Jak się czujesz? Wszystko okey? 

Wiadomość od chłopaka bardziej mnie ucieszyła, niż zdziwiła. Miło było poczuć czyjąś troskę. Opuściłam Cookie'ego na trawę i wystukałam odpowiedź.

U mnie wszystko w najlepszym porządku :) Nie musisz się martwić. A co u ciebie? Wyobraź sobie, że macocha kupiła mi małego psa. Jest przeuroczy- musisz go zobaczyć. 

Pomyślałam, że dobrze by było się z nim spotkać choć na chwilę, dlatego pobiegłam zapytać Rebbece czy nie mogłabym go zaprosić. W końcu uratował mi życie i został moim przyjacielem.
-Eee... Rebbeco czy mogłabym zaprosić kogoś na kolację?- spytałam. Kobieta spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Oczywiście. A kogo masz na myśli?
-Noo... Takiego Bretta... To mój nowy przyjaciel, on... On uratował mnie z tego pożaru i ja ten... No... Bardzo go lubię- powiedziałam i zrobiłam się cała czerwona. Rebbeca zaśmiała się, a tata nie odezwał się ani słowem za co byłam mu wdzięczna.
-Dobrze- zgodziła się. Bąknęłam ciche dziękuję i wróciłam biegiem do ogrodu.

Ja strasznie tęsknię... Heh z chęcią zobaczę tego psiaka. 

Jak to zobaczyłam niemal zmiękły mi kolana. Szybko odpisałam.

To przyjdź do mnie. Czekam na ciebie o 18.00. Co ty na to? 

Z niecierpliwością czekałam na kolejny dźwięk odebranej wiadomości. Cookie siedział i szarpał sznurówki moich trampek. Pogłaskałam go po głowie, na co zamerdał ogonem. Był najsłodszym zwierzakiem na ziemi. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, chyba w tej samej chwili, w której przyszedł kolejny SMS.

Z przyjemnością cię odwiedzę. Postaram się nie spóźnić. Do zobaczenia piękna ;)

Moje serce prawie stanęło. Oto chłopak jak ze snów nazwał mnie piękną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz