czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział XIX

Gdy Cookie załapał mniej więcej co miałam na myśli mówiąc: "SIAD" poczułam głód. Skoczyłam do kuchni i zaparzyłam sobie herbatę. Szukałam w lodówce czegoś do zjedzenia, gdy usłyszałam dzwonek telefonu.
-Halo?- odezwał się głos w słuchawce i rozpoznałam Jamesa. Był to chłopak z sąsiedztwa. Czasami spotykałam się z nim i jego siostrą. Zawsze był dla mnie przesadnie miły.
-Cześć, James- powiedziałam. Zaciekawił mnie cel jego telefonu.
-Hej. Dzwonię w takiej sprawie: gdzie teraz mieszkasz? Zauważyłem przed twoim domem tabliczkę na sprzedaż, więc...
-Przeprowadziłam się do taty- wypaliłam. W tej samej chwili uświadomiłam sobie, iż nikt nie wie gdzie teraz mieszkam... Nikt z wyjątkiem Bretta.
-Aha. Rozumiem. Szkoda trochę, będę tęsknił- westchnął chłopak. Zrobiło mi się go żal. On naprawdę mnie lubił.
-A może spotkalibyśmy się dzisiaj, co? Dawno cię nie widziałam.
-No pewnie- ożywił się.- To może pójdziemy do kina? Zaraz sprawdzę na komputerze jakieś filmy i wyślę ci sms'a, zgoda?
-Okey- powiedziałam. W sumie wyjście do kina z kumplem było czymś dla mnie potrzebnym- nie mogłam się odizolować od ludzi.-To czekam na wiadomość. Cześć.
-Narka- rozłączył się.
Uśmiechnęłam się do siebie i sięgnęłam po miskę płatków owsianych. Jedząc myślałam co powinnam powiedzieć Brettowi. Bardzo mi na nim zależało, jednak ojciec miał trochę racji. Trzeba było zwolnić.
Musieliśmy się bliżej poznać i zaczekać na bliskość... Był tylko mały problem: czy chłopak zechce czekać?
Usłyszałam dźwięk sms'a w telefonie.

Proponuję "Krwawe Wzgórza". Film jest o godzinie dwudziestej. Spotykamy się na miejscu? 

Widziałam zwiastun tego seansu i musiałam przyznać, że do był świetny wybór. Uwielbiałam horrory.

Jasne, o dwudziestej w kinie. Do zobaczenia. :) 

Opróżniłam miskę z jedzeniem i włożyłam ją do zmywarki. Wróciłam do swojego pokoju i włączyłam komputer. Kiedy program operacyjny się uruchamiał bawiłam się z Cookie'em. Kliknęłam w ikonę internetu, a następnie otworzyłam facebook'a. Zaakceptowałam zaproszenie od mojego nowego "znajomego", który od razu napisał.

Hej.
Brett... mam ci coś do powiedzenia.
No to słucham. :) 
Proszę, nie zrozum mnie źle, ale myślę, że powinniśmy przystopować. Najpierw się lepiej poznać i zostać przyjaciółmi, a nie od razu rozpoczynać jakiś związek. Mi naprawdę bardzo na tobie zależy i może nawet cię kocham, ale ja sama nie wiem! Przepraszam...
Alice, spokojnie. Nie denerwuj się, dobrze cię rozumiem. Nie ma pośpiechu. :) Powiem ci tylko, iż mogę czekać nawet wieczność, a i tak będę cię kochał całym sercem. 
Dziękuję.
:) 

I tak pisaliśmy jakieś bzdury o niczym. Jak dwoje dobrych kumpli. Podobało mi się to...

_________________________________________________________________________________
<James> 

Była godzina wpół do szóstej. Zacząłem grzebać w szafie szukając odpowiednich ciuchów na wyjście do kina. Wreszcie udało mi się zaprosić gdzieś Alice. Był to naprawdę wielki wyczyn, bo ta dziewczyna cały czas odmawiała. Było to dziwne z jej strony, bo nie chwaląc się do mnie laski ustawiały się w kolejkach. Kiedyś ją zaprosiłem, ponieważ niezaprzeczalnie ślicznotka z niej, a ona mi odmówiła! Był to pierwszy raz, gdy zostałem odrzucony i zaprzysiągłem sobie wtedy, iż ją zdobędę. 
Wyjąłem z szafy czarną koszulkę, granatową koszulę z krótkim rękawem i ciemne dżinsy. 
-Elizabeth!- zawołałem służącą. Tak, w moim domu mieszkała jakby pokojówka, która robiła za mnie i moją rodzinę praktycznie wszystko, sprzątała, gotowała, robiła zakupy, itp. 
-Tak?- zapytała uśmiechając się. 
-Weź mi wyprasuj te ciuchy. 
-Oczywiście- zabrała ubrania i wyszła. 
Usiadłem z powrotem do komputera i czytając bezsensowne blogi w internecie. Kiedy Elizabeth wróciła poszedłem do łazienki, żeby zrobić włosy. Wziąłem prysznic i umyłem swoje krótko ścięte, blond włosy. Następnie przebrałem się w strój wyjściowy i wysuszyłem włosy. Ułożyłem je na żel i gotowe. Zabrałem z pokoju portfel i telefon, po czym wyszedłem. Stojąc pod bramom domu zadzwoniłem po taksówkę- nie zamierzałem nigdzie iść pieszo. Jak tylko samochód podjechał uśmiechnąłem się do siebie i wsiadłem do środka. 
_________________________________________________________________________________
<Alice>

Stałam w przed lustrem ostatni raz przyglądając się swojemu wyglądu. Poprawiłam czarną sukienkę i uznałam, że jest okey. Założyłam lakierowane baletki i byłam gotowa. Sięgnęłam po kurtkę i torebkę, i rzuciłam jeszcze "wychodzę!". Nie zdążyłam nawet złapać za klamkę, gdy stanął za mną tata.
-A dokąd to się wybierasz co?- zapytał mierząc mnie wzrokiem. 
-Do kina.
-Sama?- pytanie czysto retoryczne.
-Z James'em- powiedziałam, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Lubił on chłopaka głownie, dlatego, że znał dobrze jego rodziców. Matkę Jamesa miał przyjemność poznać kilka lat temu na jednym z planów filmowych, bowiem pracowała ona jako stylistka. Natomiast jego ojca poznał jeszcze w szkole podstawowej, a został on właścicielem sieci sklepów mięsnych. 
-No to fajnie- powiedział tylko. Odwrócił się i wrócił do salonu. 
Do kina nie było daleko, więc postanowiłam wybrać się tam na nogach. Wieczór robił się chłodny- był koniec lata. Gdyby nie liczne latarnie na ulicy panowałby mrok. Szłam rozglądając się po okolicy. Znałam ją, lecz to nie to samo co mieszkać w niej. 
Z daleka rozpoznałam Jamesa. Wyglądał jak zawsze, wystrojony z dobrze ułożonymi krótkimi włosami. Na mój widok uśmiechnął się szeroko. 
-Witaj- powiedział i wyściskał mnie.
-Siemka- zaśmiałam się. Tak dawno go nie widziałam, że trochę się za nim stęskniłam. Mimo, iż nie był żadnym moim bliskim przyjacielem, to zawsze był obok. 
-Pięknie wyglądasz- mrugnął. Zarumieniłam się i weszliśmy do kina. 
Chłopak kupił sobie i mnie po coli i jeden, ogromny kubełek popcornu. Usiedliśmy przy jednym ze stolików, bo byliśmy odrobinę za wcześnie. 
-Kurcze, dawno cię nie widziałam- powiedziałam w pewnej chwili. 
-Praktycznie całe wakacje spędziłem w Nowym Jorku. Mama miała tam trochę roboty i wzięła mnie ze sobą. Mówię ci, fantastyczne miasto.
-No to świetnie. Też bym chciała kiedyś je zobaczyć. 
Jedna z pracownic otworzyła kasę z biletami, dlatego ustawiliśmy się w kolejce. Gdy wreszcie dostaliśmy się na salę usiedliśmy w ostatnim rzędzie. Mieliśmy doskonałe miejsca. 
Film był rewelacyjny. Przy kilku scenach czuło się ten dreszczyk emocji. Wychodząc z budynku dzieliłam się wrażeniami z moim towarzyszem.
-Wow! Dawno czegoś takiego nie widziałam- zaśmiałam się. 
-Ja też. Byłem pod takim wrażeniem, że masakra! Chociaż, jedno mnie zdziwiło- rzekł. 
-Co takiego?
-To, że niczego się nie bałaś- szepnął. Musnął dłonią mój policzek na co zareagowałam natychmiast. Cofnęłam się i zmroziłam go wzrokiem. Zdenerwowałam go chyba swoim zachowaniem, bo złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w głąb jakiejś ciemnej uliczki.
-Puść mnie! Przestań! Nie chcę tam iść! James! Zostaw mnie, James!- krzyczałam, jednak do chłopaka nic nie docierało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz