Wróciłam do swojego pokoju i sprzątnęłam resztki jedzenia. Zeszłam do kuchni starając się być jak najciszej, aby nie zwracać na siebie uwagi. Rebbeca zaraz by zaczęła zadawać mi jakieś krępujące pytania. Taka już była- jak dobra przyjaciółka, na którą zawsze mogłam liczyć. Kochałam ją jak drugą matkę, jednak nigdy nie zastąpiła mi mojej prawdziwej mamy, którą niedawno odebrał mi los.
Włożyłam naczynia do zmywarki, a tacę przetarłam wilgotną ściereczką. Po skończonej robocie przeszłam na paluszkach do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic. Założyłam swoją granatową, flanelową koszulę w której spałam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że oparty o ścianę stoi mój ojciec. Miał zdecydowany wyraz twarzy.
-Co jest, tato?- zapytałam zmuszając się do lekkiego uśmiechu. Jego spojrzenie przewiercało mnie na wylot.
-Ten chłopak co tu był...- zaczął. Mhmm... Zaczyna się- pomyślałam.
-To Brett.
-Aha, no to co on tu robił?
-Przyszedł mnie odwiedzić.
-Po co?- wypalił. Ręce skrzyżował na klatce- robił tak zawsze, kiedy był zdenerwowany.
-No, po prostu. Chciał mnie zobaczyć. Mówił, że się stęsknił i martwił- zarumieniłam się. Taaaaak, ja też się za nim stęskniłam.
-Alice, to wszystko mi się nie podoba. Ja rozumiem, że on cię uratował i jesteś mu wdzięczna, ale proszę cię! Zwolnij z tym wszystkim, boję się, że...- westchnął głęboko.-Że on może cię skrzywdzić.
-Tato, spokojnie. Mam już te szesnaście lat i radzę sobie ze wszystkim. Poza tym chyba masz rację... Powinniśmy zwolnić. Tylko zapamiętaj, iż on jest teraz moim najbliższym przyjacielem. Będzie mnie odwiedzał i spędzał ze mną sporą ilość czasu.
Ojciec zrobił głębszy wdech i pokiwał głową.
-Dobrze, Alice. Ufam ci i tyle.- I odszedł do salonu.
Szurając nogami powlokłam się do swojej sypialni. Sprawdziłam godzinę na telefonie, który wskazywał trzydzieści minut po jedenastej. Wzięłam do ręki kartkę papieru oraz zaostrzony ołówek. Niewiele myśląc zaczęłam coś szkicować, sama nie wiem co. Efekt końcowy mówił, jednak sam za siebie. Obrazek przedstawiał chłopaka trzymającego w ramionach moją najlepszą przyjaciółkę. To dlatego miałam wątpliwości co do wspólnej przyszłości mojej i Bretta. Wiedziałam, że wcześniej istniała dla niego wyłącznie Tori. Wpatrywałam się w ołówkowy szkic i zaczęłam płakać. Dlaczego nie mogłam się normalnie zakochać i być szczęśliwą?! Czemu los był dla mnie wyjątkowo okrutny?! Czułam się oszukana, bo mimo, iż tego sobie nie życzyłam to do mojego serca wkradła się nadzieja. W tak ponurym humorze zasnęłam. Sen wyglądał następująco:
Stałam pośrodku ciemnej nicości. Słaby promień światła padał z góry, lecz i tak nic nie było widać. Nic mnie nie otaczało, po prostu nicość. Wtem stanęła przede mną we własnej osobie moja "siostra".
-Nie martw się- szepnęła. Podeszła powoli i przytuliła mnie. Jej krótkie, blond włosy łaskotały mi buzię.- On cię kocha, a ja go oszukałam. Ty, jednak jesteś dla niego całym światem. Nie musisz niczego robić wbrew sobie. Ja będę czuwać nad tobą. Kocham cię, Alice.
Pragnęłam jej tyle powiedzieć, że tęsknię, że ją kocham i, że ma do mnie wrócić. Tyle, że nie mogłam. Spróbowałam otworzyć usta i cała scena się rozpłynęła jak fatamorgana. Nim się obudziłam usłyszałam jeszcze tylko: "On jest twój".
Obudziłam się około godziny szóstej rano. Do pokoju wpadały szare promienie słońca. Po policzkach spływały mi łzy. Sen był jednocześnie piękny i przerażający. W końcu nie co dzień widzimy w snach swoich zmarłych przyjaciół.
Pościeliłam łóżko i uchyliłam drzwi od balkonu. Nagle usłyszałam szczekanie Cokkie'ego. Siedział w nogach mojego łóżka i wesoło merdał ogonem. Wzięłam go na ręce i wyściskałam, a on polizał mi nos. Nasypałam mu karmu do miseczki i przyglądałam się jak je. Wyjęłam z szafy błękitne dżinsy i sweter w fioletowo-czarne paski. W łazience przebrałam się i umyłam zęby. Włosy rozczesałam palcami pozostawiając je w wielkim nieładzie.
-Cookie!- zawołałam. Szczeniak przybiegł do mnie i wskoczył mi na kostkę. Zniosłam go po schodach i weszliśmy do salonu. W całym domu było, aż za cicho, a to dlatego, że wszyscy jeszcze o tej godzinie spali. Tylko ja tu byłam nienormalna. Włączyłam telewizor i nastawiłam na jakiś program muzyczny. Siedząc na wygodnej kanapie rozpoczęłam tresurę mojego pupila. Pierwszym krokiem była nauka siadania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz