Obudził mnie dzwonek telefonu. Numer był zablokowany, dlatego odebrałam nie wiedząc z kim będę rozmawiać.
-Dzień dobry. Z tej strony Ginger Ulrrey, mama Tori- usłyszałam głos zrozpaczonej kobiety. Nie miałam żadnych podejrzeń, po co może ona do mnie dzwonić. I dlaczego jej głos był przepełniony bólem...
-Dzień dobry. Czy coś się stało?
-Alice, kochana, ja wiem że ty i Tori jesteście jak siostry, więc uznałam, że trzeba Ci powiedzieć- urwała i rozpłakała się na dobre. Przestraszyłam się.
-Coś z Tori?- było to pytanie czysto retoryczne, ale samo mi się wymsknęło.
-Ona dziś w nocy popełniła samobójstwo, podcięła sobie żyły- usłyszałam szept przerażonej kobieciny. Ruiny mojego świata właśnie przemieniły się w popiół. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
-Alice, ona zostawiła dla ciebie list. Musisz tu przyjść i go zabrać.- słyszałam, ale nie zwracałam uwagi na jej słowa. Cała moja uwaga była skupiona na tym w jak beznadziejnej byłam sytuacji- moja najlepsza przyjaciółka mnie opuściła z niewiadomych przyczyn.
-Najpierw mama, teraz Tori...- wyszeptałam. Nie mogłam powstrzymać łez kręcących się w moich oczach i zaczęłam szlochać. Ból był nie do opisania.
-Co ty mówisz dziecko?- usłyszałam. Zdałam sobie nagle sprawę, że nikt nie wie o mojej tragedii, za wyjątkiem ojca i jego małżonki.- Jak to mama?
-Moja mama dopiero co zmarła...-urwałam, bo rozpłakałam się na dobre. Rana w moim sercu po odejściu matki nie zdążyła się zagoić w tak krótkim czasie, a w tej chwili dodatkowo straciłam kolejną bliską mi osobę.
-Jejku, nie zdawałam sobie z tego sprawy. Alice, tak mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak się czujesz.
-Pani straciła córkę, a ja najlepszą przyjaciółkę. Ja..ja przyjdę do pani jutro dobrze?- zapytałam cicho.
-Możesz przyjść kiedy tylko zechcesz. Do widzenia.
-Do widzenia- rozłączyłam się.
Telefon wypadł z mojej ręki, a ja poczułam się niewiarygodnie samotna. Cała moja twarz była mokra od słonych łez. Uświadomiłam sobie, iż jestem na dnie. Niczego innego nie chciałam w tej chwili jak tylko cofnąć czasu. Gdyby moja mama żyła byłoby zupełnie inaczej. Tori nadal byłaby dla mnie jak siostra i pewnie wyszłybyśmy razem do kina albo na dyskotekę. Niestety, to byłą już przeszłość. Nigdy więcej jej nie zobaczę, nie przytulę, ani nawet nie zamienię z nią słowa. Brak dziewczyny okazał się dla mnie ciosem poniżej pasa. Załamałam się.
I wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Lekarstwo na potężny ból. Jednocześnie pozbyłabym się wszystkich dramatycznych wspomnień i zapobiegłabym następnym tragediom.
Wstałam z kanapy i podeszłam do starego kredensy. Tata trzymał w nim swoje cygara i... zapałki.
Sięgnęłam do jednej z szuflad i wymacałam pudełko zapałek. Wyjęłam je i przez moment obracałam w dłoni. W mieszkaniu byłam sama, dlatego nie miałabym na sumienia Rebbecy, czy ojca. Wizja ciepła bijącego od ognia i ciszy w mojej głowie wydawała się bardzo satysfakcjonująca.
Podeszłam do okna i zasłoniłam firanki. Sięgnęłam po zdjęcie oprawione szklaną ramką, które leżało tu od zawsze na szerokiej etażerce. Przedstawiało ono mnie i moich rodziców, jeszcze w szpitalu- zaraz po moich narodzinach. Oboje byli bardzo szczęśliwi, ich uśmiechy mówiły o tym każdemu kto spojrzał tylko na fotografię. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że moje łzy cały czas nadal spływają po policzkach. Przyglądałam się jeszcze chwile obrazkowi przypominającemu o mojej kochającej rodzinie, ale podjęłam ostateczną decyzję.
Przeciągnęłam jedną jedyną zapałkę po pasie siarki, po czym rzuciłam nią w stertę gazet. Piękny płomień spowodował uśmiech na moich ustach. Dom płonął, a ja wspominał wszystkie miłe chwile spędzone u boku mamy. Każdy jej uśmiech i spojrzenie przepełnione troską i miłością. Następnie przypomniałam sobie jak poznałam Tori oraz to w jak szybkim czasie się zaprzyjaźniłyśmy. Kochałam w tej dziewczynie jej pewność siebie i poczucie humoru. Zawsze mogłam na nią liczyć a ona na mnie.
-Kocham was, dziękuję wam za wszystko- wyszeptałam a potem zamknęłam oczy i wsłuchałam się w syk ognia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz