poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział XII

-No cóż, robi się późno, więc będę już wracać do domu- powiedziała Jo. Była już bowiem dwudziesta pierwsza. Tak długo rozmawialiśmy, że nie zorientowałam się, iż za oknem zaczęło się ściemniać. Poznałam bliżej siostrę Bretta i bardzo się z tego ucieszyłam. Dowiedziałam się, ze ma ona dwadzieścia lat i mieszka ze swoim narzeczonym i bratem. Ich rodzice pracowali za granicą, a Jo była recepcjonistką w SPA. Dziewczyna również zdawała się mnie polubić.
-No dobrze, ale odezwij się wkrótce- uściskałam ją. Odprowadziłam ją wzrokiem i pomachałam.
-Widzę, że się zaprzyjaźniłyście- powiedział zielonooki chłopak. W między czasie przebrał się w ciuchy przywiezione przez siostrę. Miał teraz na sobie sztruksowe bojówki i czarny T-shirt. Wyglądał jak anioł. Mój własny anioł.
-Tak. Bardzo ją polubiłam.
-Cieszy mnie to- uśmiechnął się pogodnie. Siedział w nogach mojego łóżka i przyglądał mi się z zaciekawieniem.- A ty nie jesteś może zmęczona? Chyba powinnaś się przespać...
-Nie mogę spać. Boję się, że jak się obudzę ciebie tu nie będzie- wyszeptałam unikając jego wzroku. Wiedziałam, iż na moje policzki wdały się rumieńce.
-Alice, nie opuszczę cię. Zostanę tu tak długo jak tylko będziesz chciała. Zależy mi na tobie i nie chcę zostawiać cię tu samej.
Chłopak nachylił się nade mną i pocałował moje czoło. Przymknęłam oczy i westchnęłam. Zanim zapadłam w głęboki sen usłyszałam jeszcze szept: śpij kochana. Przy mnie nic ci nie grozi. 
Miałam bardzo przyjemny sen. Siedziałam na huśtawce i przyglądałam się brzegu morza. Fale delikatnie muskały piasek. Szum wody bardzo uspokajał. Ktoś, jakiś mały chłopczyk śmiał się biegał w koło. Na oko miał pewnie jakieś sześć, może siedem lat. Nie znałam go, lecz jego towarzystwo sprawiało mi przyjemność. W pewnej chwili podszedł do mnie i przytulił mnie ze wszystkich sił. Spojrzał na mnie i wtedy poznałam jego oczy. Był to jeden z mieszkańców sierocińca. Pamiętałam go, bo kiedyś byłyśmy z Tori odwiedzić jej mamę. Była ona opiekunką tych rozkosznych maluchów. Chłopczyk miał chyba na imię Tommy, a moja siostra była jego ukochaną przyjaciółką.
Obudziłam się w optymistycznym nastroju, czułam się już o niebo lepiej. Brett leżał sobie jak gdyby nigdy nic na krzesełku- wyglądał jak model z jakiejś reklamy. Sprawiał wrażenie ciągle śpiącego. Weszłam do łazienki i zaczęłam przyglądać się swojemu odbiciu w lustrze. Stwierdziłam, że pora się odświeżyć. Wzięłam prysznic i umyłam włosy. Wyszłam z toalety czując się bardziej komfortowo. Zauważyłam, iż Brett siedzi przy małym stoliczku, na którym leżało śniadanie. Widząc mnie chłopak odezwał się śmiało.
-Przed chwilą była tu kucharka i przyniosła śniadanie- wskazał ręką na smacznie wyglądający posiłek. Spojrzał na mnie mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów, po czym stwierdził.- Ślicznie ci w mokrych włosach.
Zarumieniłam się i bąknęłam ciche dziękuję. Nim zabrałam się za jedzenie zapytałam:
-A ty? Co będziesz jadł?
-Alice, ja już jadłem. Byłem w stołówce, podczas gdy ty spałaś. Jedz już, proszę. Pewnie jesteś głodna.
Zabrałam się za pyszną sałatkę i gorącą herbatę. Rozmawiałam przy tym z Brettem o nim i jego siostrze.
-Masz jeszcze jakieś rodzeństwo?- spytałam. Bardzo ciekawiło mnie wszystko o czym mi opowiadał.
-Nie. Jesteśmy tylko ja i Jo.
-Ale bardzo się od siebie różnicie, prawda?
-No cóż, można by rzec, że jesteśmy swoimi przeciwieństwami. Ona jest bardzo szaloną osobą, wiecznie roztrzepana i wygadana. Trochę zbyt pewna siebie i skupiona głównie na sobie. Ja zawsze starałem się być tym rozsądnym i odpowiedzialnym. Bywam zbyt opiekuńczy, chociaż ostatnimi czasy coraz częściej zdarza mi się zrobić coś głupiego- powiedział. Zaintrygowała mnie jego historia, dlatego o nią, także zapytałam.- W dzieciństwie mieszkałem razem z Jo u brata ojca. Wuj był dla nas naprawdę miły i starał się jak najlepiej nas wychować, chociaż on i tak był świadomy tego, że brakowało nam rodziców. Nie mógł nam ich zastąpić.
-Kiedy moja siostra skończyła osiemnaście lat wyprowadziła się do nas, aby móc zacząć życie na własny rachunek. Obiecała mi, że gdy tylko uda jej się ustatkować weźmie mnie do siebie. Jakieś pół roku później wprowadziłem się do niej. Pracowała wtedy jako kasjerka w supermarkecie. Dobrze nam się żyło. Teraz Jo ma już narzeczonego- Harrego. To niezły gość, jest strażakiem.
I tak rozmawialiśmy, póki nie zmorzył mnie sen...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz