poniedziałek, 25 listopada 2013

rozdział 28

Biegłam na oślep. Jedyne czego wtedy chciałam, to, aby okazało się, że śnię. Niestety, nie ma tak dobrze. Usłyszałam pisk Jo i odwróciłam się ze zgrozą. James trzymał w żelaznym uścisku spanikowaną dziewczynę.
-Nie tak prędko, koleżanko- powiedział. Lustrował mnie spojrzeniem. Wiedziałam, że nie mogłam tak po prostu zostawić Jo. Przecież nie była niczemu winna.
-James...- szepnęłam. Nabrałam powietrza do płuc  i powolutku zrobiłam krok w jego stronę.- Wypuść ją, to... to pójdę z tobą. Pójdę i porozmawiamy. Na spokojnie.
Skrzywił się, jakby wyczuł jakiś podstęp. Poczułam suchość w gardle, ale zrobiłam kolejny malutki krok naprzód. Wyciągnęłam lekko dłoń w kierunku blondyna.
-James, wypuść tę dziewczynę, to pójdziemy porozmawiać, okey?
-Kim ona jest?- warknął. Już miałam  odpowiedzieć, że moją przyjaciółką, ale ugryzłam się w język.
-Nie wiem. Naprawdę...
-To czemu mam ci wierzyć, że jak ją puszczę to ze mną pójdziesz? Zaryzykujesz dla drogiej nieznajomej?- zakpił. Zrobiłam jeszcze jeden krok w jego stronę. Stałam tuż obok niego. Widziałam błaganie w oczach Jo.
-James, nie mam pojęcia kim ona jest, ale ty dobrze wiesz, że musimy się sami dogadać.
Przyjrzał mi się, jakby chciał ocenić, na ile może mi wierzyć. Odważyłam się zrobić coś zupełnie bezsensownego i głupiego, mianowicie delikatnie się uśmiechnęłam.
Chłopak jak na zawołanie opuścił ręce. Jo schowała się za moimi plecami.
-Alice- powiedziała bezgłośnie, by prześladowca jej nie usłyszał. Jej łzy poczuły moją koszulkę.
-Dziewczyno, posłuchaj mnie.- Złapałam ją mocno za ramiona i spojrzałam w oczy.- Nikomu, nic nie mów, pod żadnym pozorem, tylko o to cię proszę. A teraz zabieraj się stąd. Uciekaj.
Odsunęłam się i nie patrząc za siebie podeszłam tak blisko Jamesa, na ile wystarczało mojej odwagi. Pociągnęłam go za skrawek białego T-shirtu i skierowaliśmy się w stronę postoju TAXI. Za ostatnią stojącą taksówką skręciliśmy w ponurą alejkę i szliśmy dalej w ciszy do parku.
Rozłożyłam swoją kurtkę na wilgotnej ławce i usiadłam krzyżując nogi.
-No więc?- zapytałam hardo. Nabrałam nieco pewności siebie, chociaż byłam wstrząśnięta. Przed oczami przewijały mi się różne straszne widoki, pijany Brett, łzy i bezbronność Jo oraz potworne oblicze Jamesa.
-Powinniśmy zaczekać na twojego kochasia, nie uważasz?- zapytał z szerokim uśmiechem.
-Nie, myślę, że to sprawa między nami.
-Och. No, szkoda, że się nie zgadzamy. Tylko, to była nasza sprawa, dopóty, dopóki nie dał mi w ryj- skrzywił się.
-Ja tam mu się nie dziwię- mruknęłam. Byłam z siebie dumna, że potrafiłam z nim tak dyskutować, mimo tego, że wciąż się go bałam...
Podszedł do mnie i przytrzymał moją twarz palcem wskazującym.
-Trochę pyskata się zrobiłaś- szepnął mi do ucha. Zadrżałam.
Zaśmiał się głośno.
-Co się z tobą stało, James...
-Mam propozycję- mrugnął.- NIE, do odrzucenia.
Spuściłam głowę, a moje włosy przysłoniły twarz. Nie musiałam oglądać oblicza tego potwora.
-Jaką?
-Na spokojnie... poznamy się.
Zaskoczona prychnęłam. Jego zachowanie było niemal żałosne, a jednak nie miałam wyboru.
-Słuchaj, zrobimy tak. Będziemy się spotykać i poznawać. Ja obiecuję, żadnych odpałów, a ty nie będziesz nikogo w to mieszać, co?
-To miałoby sens, ale wytłumacz mi coś, proszę.
-Czego?- burknął. Podniosłam na niego wzrok. Przyglądał mi się z wyższością.
-Zawsze byłeś moim przyjacielem... możemy to uratować.
-Zgadzam się.
Ze zdumieniem otwarłam szerzej oczy. To wszystko było chore. Przysięgłabym, że jeszcze kilka minut temu bałam się tego kolesia, a teraz... droczenie się z nim sprawiało mi jakąś dziwną przyjemność.
-Palisz?
-Raczej.
-Pijesz?
-Czasem, ale bez przesady- wybuchnął śmiechem.
-Ćpasz?
-Bez nerwów, Alice. To wciąż ja.
-Czyli tak...
-Nie! Ogarnij się.
-Aha...
Usiadł obok mnie i trącił łokciem.
-Pamiętasz jak przyszedłem pierwszy raz do twojej szkoły?
-Jasne. Wszytkie dziewczyny się na ciebie rzucały, a ja powiedziałam tylko "nara".
-Tsaa... po tych słowach wiedziałem, że jesteś wyjątkowa.
-Jesteś wariatem.
-A ty idiotką, tak bez obrazy.
Miał rację. Kto normalny spotyka się z agresywnym i porywczym dupkiem? Oczywiście, że nikt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz