Powolnym ruchem kliknęłam przycisk "wyślij". Siedziałam na podłodze, na drżących kolanach trzymając laptop. Podjęłam chyba jedną z najważniejszych decyzji swojego życia i wcale się z tego nie cieszyłam. Gapiłam się tępo w ekran komputera. Omal nie dostałam zawału, gdy usłyszałam sygnał odebranego e-maila. Ze łzami w oczach upewniłam się, że była to zwykła reklama. Byłam kłębkiem nerwów, przez co bałam się zupełnie wszystkiego. Westchnęłam i włączyłam youtube. W wyszukiwarkę wpisałam "What Makes You Beautiful" i weszłam w pierwszy link. Była to moja ulubiona piosenka zespołu One Direction. Tak, nosiłam glan i słuchałam one direction. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w znany utwór. Musiałam się wyciszyć. Po chwili śpiewałam wraz z wokalistami.
Wstałam z podłogi, a komputer odłożyłam na biurko. Otworzyłam na oścież drzwi balkonowe i zachłysnęłam się świeżym powietrzem. Przeciągnęłam się i przebrałam w spodnie moro i czarną koszulkę. Zbiegłam po schodach i wyjęłam z szafy ciężkie buty. Zawiązałam je najmocniej jak potrafiłam. Zarzuciłam na ramię skórzaną kurtkę i wybiegłam z domu. W kieszeni miałam tylko telefon i portfel. Szłam śmiało naprzód. Wyparłam z siebie cały lęk. Oparłam się o metalowy płot w oczekiwaniu na jakiś autobus. Po chwili zjawił się niemal pusty. Wsiadłam do niego. Jechałam do centrum, ot tak, żeby tam pojechać.
Wysiadłam przy nieczynnej galerii handlowej. Była niedziela, do tego rano. Wokół opustoszałe ulice i cisza. Rozejrzałam się i ku mojemu zdziwieniu zauważyłam jakiś bar. Świecący szyld był dla mnie jasnym znakiem, że lokal był otwarty. Przymrużyłam oczy i rozpoznałam wysoką dziewczynę, szarpiącą jakiegoś kolesia za rękaw. To była Jo, a ciągnęła... Bretta. Powoli zbliżałam się do nich. Nie byli w stanie mnie zauważyć. Jo stała do mnie bokiem, próbując zmusić brata do podniesieni się z krzesła. Słyszałam jak coś do niego krzyczy, a on odpowiadał jej śmiechem. Przy stoliku siedział jeszcze jakiś facet z dziewczyną na kolanach. Oni również się śmiali. Byłam coraz bliżej. Wtem usłyszałam swoje imię. Stanęłam jak wryta.
-Ocknij się, kretynie!- krzyczała siostra Bretta.- Miałeś się dzisiaj zobaczyć z Alice! Ale jesteś idiotą!
Nie odpowiedział jej. Przekrzywiłam głowę i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Chłopak nareszcie mnie zobaczył. Posłał w moim kierunku głupkowaty uśmiech- był kompletnie pijany. Jo odwróciła się, by zobaczyć co przykuło jego uwagę. Na mój widok przestraszyła się. Podeszłam bliżej i stanęłam na wprost zielonookiego chłopaka.
-Ile ty wpiłeś? Jesteś z siebie zadowolony?- spytałam krzywiąc się. W życiu bym się tego po nim nie spodziewała.
I znów ten uśmieszek. Wszystko się we mnie gotowało, byłam wściekła.
-Tak ci wesoło, może woda ci pamięć odświeży- powiedziałam, po czym chwyciłam ze stołu szklankę, w której (chyba) była woda i prysnęłam mu nią w twarz. Dziewczyna za mną zaśmiała się piskliwie, podobnie mężczyzna, który trzymał ją na kolanach. Jo przyglądała mi się z niepokojem, za to jej brat... Jej brat przejechał dłonią po mokrych włosach i pokręcił głową na prawo i lewo. Zaraz potem spojrzał na mnie. Wzrok miał wciąż zamglony, ale doszukałam się w nim pewnej trzeźwości.
-Alice...- szepnął.
Zrobiłam trzy kroki do tyłu. Wstał i spróbował do mnie podejść, lecz mocno się zachwiał. Ledwo trzymał się na nogach. Kilka słonych kroplo spłynęło mi po policzkach. Zawiodłam się na nim.
Musiałam stamtąd odejść. Otarłam wierzchem dłoni mokre oczy i udałam się w kierunku, z którego przyszłam.
-Alice, zostań!- bąknął Brett.
-W dupe mnie pocałuj!- wrzasnęłam.
Szłam z wolna, wiedząc, że nie uda mu się mnie dogonić. Nagle ktoś chwycił moje ramię i przycisnął do siebie. Był bardzo silny i szybki. W mgnieniu oka zaciągnął mnie w głąb jakiejś nieznanej mi uliczki. Ogarnęła nas ciemność. Chciałam krzyczeć, ale jedną ręką zakrył mi usta, a drugą kurczowo trzymał moje ramię.
-Alice!- usłyszałam przerażony krzyk Jo.
Mój napastnik, drgnął na dźwięk mojego imienia.
-Cholera- mruknął. Oczywiście rozpoznałam jego ochrypły głos, chociaż i bez tego łatwo było się domyślić kto to był.
Zebrałam się w sobie i z całych sił nadepnęłam na stopę Jamesa. W porywie bólu wypuścił mnie z uścisku. Byłam z siebie dumna. Puściłam się pędem przed siebie i prawie wpadłam na przestraszoną Jo.
-Uciekaj!- syknęłam i pobiegłam byle jak najdalej od tego potwora.
Wysiadłam przy nieczynnej galerii handlowej. Była niedziela, do tego rano. Wokół opustoszałe ulice i cisza. Rozejrzałam się i ku mojemu zdziwieniu zauważyłam jakiś bar. Świecący szyld był dla mnie jasnym znakiem, że lokal był otwarty. Przymrużyłam oczy i rozpoznałam wysoką dziewczynę, szarpiącą jakiegoś kolesia za rękaw. To była Jo, a ciągnęła... Bretta. Powoli zbliżałam się do nich. Nie byli w stanie mnie zauważyć. Jo stała do mnie bokiem, próbując zmusić brata do podniesieni się z krzesła. Słyszałam jak coś do niego krzyczy, a on odpowiadał jej śmiechem. Przy stoliku siedział jeszcze jakiś facet z dziewczyną na kolanach. Oni również się śmiali. Byłam coraz bliżej. Wtem usłyszałam swoje imię. Stanęłam jak wryta.
-Ocknij się, kretynie!- krzyczała siostra Bretta.- Miałeś się dzisiaj zobaczyć z Alice! Ale jesteś idiotą!
Nie odpowiedział jej. Przekrzywiłam głowę i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Chłopak nareszcie mnie zobaczył. Posłał w moim kierunku głupkowaty uśmiech- był kompletnie pijany. Jo odwróciła się, by zobaczyć co przykuło jego uwagę. Na mój widok przestraszyła się. Podeszłam bliżej i stanęłam na wprost zielonookiego chłopaka.
-Ile ty wpiłeś? Jesteś z siebie zadowolony?- spytałam krzywiąc się. W życiu bym się tego po nim nie spodziewała.
I znów ten uśmieszek. Wszystko się we mnie gotowało, byłam wściekła.
-Tak ci wesoło, może woda ci pamięć odświeży- powiedziałam, po czym chwyciłam ze stołu szklankę, w której (chyba) była woda i prysnęłam mu nią w twarz. Dziewczyna za mną zaśmiała się piskliwie, podobnie mężczyzna, który trzymał ją na kolanach. Jo przyglądała mi się z niepokojem, za to jej brat... Jej brat przejechał dłonią po mokrych włosach i pokręcił głową na prawo i lewo. Zaraz potem spojrzał na mnie. Wzrok miał wciąż zamglony, ale doszukałam się w nim pewnej trzeźwości.
-Alice...- szepnął.
Zrobiłam trzy kroki do tyłu. Wstał i spróbował do mnie podejść, lecz mocno się zachwiał. Ledwo trzymał się na nogach. Kilka słonych kroplo spłynęło mi po policzkach. Zawiodłam się na nim.
Musiałam stamtąd odejść. Otarłam wierzchem dłoni mokre oczy i udałam się w kierunku, z którego przyszłam.
-Alice, zostań!- bąknął Brett.
-W dupe mnie pocałuj!- wrzasnęłam.
Szłam z wolna, wiedząc, że nie uda mu się mnie dogonić. Nagle ktoś chwycił moje ramię i przycisnął do siebie. Był bardzo silny i szybki. W mgnieniu oka zaciągnął mnie w głąb jakiejś nieznanej mi uliczki. Ogarnęła nas ciemność. Chciałam krzyczeć, ale jedną ręką zakrył mi usta, a drugą kurczowo trzymał moje ramię.
-Alice!- usłyszałam przerażony krzyk Jo.
Mój napastnik, drgnął na dźwięk mojego imienia.
-Cholera- mruknął. Oczywiście rozpoznałam jego ochrypły głos, chociaż i bez tego łatwo było się domyślić kto to był.
Zebrałam się w sobie i z całych sił nadepnęłam na stopę Jamesa. W porywie bólu wypuścił mnie z uścisku. Byłam z siebie dumna. Puściłam się pędem przed siebie i prawie wpadłam na przestraszoną Jo.
-Uciekaj!- syknęłam i pobiegłam byle jak najdalej od tego potwora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz