Śniło mi się coś bardzo dziwnego. Siedziałam na ławce w parku i czytałam jakąś bardzo starą książkę. Literki były wyblakłe, a kartki tak delikatne, że myślałam, iż jednym ruchem je przedrę. W książce było mnóstwo obrazków i to na nich się skupiałam. Jeden przedstawiał chłopca z mieczem, chowającego się za wielkim drzewem. Na innym była dziewczynka, która siedziała na kocu i rozmawiała z jakimś stworem, przypominał jakby fauna. Jeszcze inna ilustracja przedstawiała wzgórze, na którym stał jakiś chłopak, a u jego boku dziewczyna. Byli odwróceni tyłem i wpatrywali się w dół, w głąb nieznanej doliny. W pewnej chwili zamknęłam książkę i się obudziłam.
Poderwałam się i spadłam z łóżka. Obolała podniosłam się z podłogi i z powrotem usiadłam na łóżku. Słyszałam jakiś dźwięk, irytujący dźwięk. W porę zdałam sobie sprawę, że dzwoni moja komórka.
-Halo?- powiedziałam do telefonu.
Odpowiedziała mi cisza, więc ponowiłam pytanie. Ktoś coś mruknął i rozłączył się. Spojrzałam na numer i okazało się, że był taki sam jak wczoraj. Pomyślałam sobie, że to pewnie pomyłka. Podeszłam do balkonu i otwarła szeroko szklane drzwi. Świeże powietrze uderzyło w moje nozdrza. Pościeliłam łóżko i wyciągnęłam z szafy czerwony top bez ramiączek i czarną miniówkę. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybciutki prysznic i podeszłam do lusterka. Spięłam włosy w masakrycznego koka i wróciłam do pokoju. Puściłam pierwszą lepszą piosenkę z youtube i wyjęłam z pracowni kilka puszek farby w spray'u.
Stanęłam czarną ścianą nad moim łóżkiem i puściłam wodze wyobraźni. Mocny róż spływał po każdej z liter graffiti. Nie używałam żadnych szablonów. Improwizowałam. Tekst nie miał większego znaczenia. Namalowałam okrągłe literki słowa "HARDCORE". Strużki farby spływały z wolna po ciemnej ścianie, znacząc niby to drogę. Sięgnęłam po obraz stworzony poprzedniego dnia i położyłam go na biurku. Zabrałam wszystkie moje narzędzia pracy i zaniosłam je z powrotem do pracowni. Chwyciłam olejne malowidło, by z tyłu nabazgrolić markerem krótką dedykację. Po cichutku wślizgnęłam się do sypialni rodziców i zostawiłam prezent dla macochy na łóżku. Należało jakoś jej podziękować za wsparcie, które od niej otrzymałam. Pamiętam, że jeszcze przed ślubem z moim ojcem starała się mnie poznać. Kochała mnie jak własną córkę. Okazywała to na każdym kroku.
Zeszłam na dół do salonu i włączyłam sobie telewizor. Akurat wyświetlali jakiś stary odcinek AHS, więc z chęcią zabrałam się za jego oglądanie.
Byłam w kuchni, gdy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Z uśmiechem na twarzy poszłam je otworzyć. Na progu przywitał mnie zielonooki chłopak. Miał na sobie czarne spodnie i biały T-shirt.
-No, cześć- powiedział. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Gestem pokazałam mu, żeby wszedł do środka.
-Słuchaj, to zajmie minutkę. Skoczę się tylko przebrać, zaczekaj tu, dobra?- zapytałam. Kiwnął mi głową, a ja w podskokach ruszyłam na górę, do swojego pokoju. Szybkim ruchem otworzyłam szafę i zaczęłam przerzucać wieszaki w poszukiwaniu jakiegoś dobranego ciucha. Po dobrych pięciu minutach wybór padł na czarne rurki z dziurami, top oraz koszulę z czarno-czerwoną kratę. Włosy rozpuściłam, a oczy podkreśliłam dwiema długimi kreskami.
Schodziłam tak szybko, że wpadłam z impentem na Bretta. Zarumieniłam się lekko, na co chłopak zareagował śmiechem. Złapałam skórzaną torbę i zarzuciłam ją sobie na ramię.
-Możemy iść- powiedziałam.
-No to idziemy- złapał mnie za rękę i pociągnął ku wyjściu.
Szliśmy wolnym krokiem, sama nie wiem gdzie. Brett zdawał się nie patrzeć gdzie idziemy, jednak nie wahał się jaki obrać kierunek. Rozmawialiśmy właśnie o tym co chcielibyśmy robić w przyszłości, gdy zwiał wiatr. Moje czerwone włosy rozwiały się na wszystkie strony, przysłaniając mi twarz.
-A tak właściwie jaki masz naturalny kolor włosów, co?- spytał. Spojrzałam na niego i palnęłam szczerze:
-Blond.
Chłopak przyjrzał mi się z zaciekawieniem, starając się zapewne,bezskutecznie wyobrazić mnie w blond włosach.
-Czemu się farbujesz?- dodał. Jego ton głosu był na wpół wesoły, na wpół zaciekawiony.
-Hmmm...- zastanowiłam się nad odpowiedziom. Wcześniej nie rozmyślałam nad czymś takim.- Ten kolor bardziej mnie odzwierciedla.
Szliśmy dalej rozmawiając o naszych charakterach. Okazało się, iż wiele nas łączy. Choćby taki styl ubierania. Z każdą chwilą coraz bardziej poznawałam Bretta i musiałam przyznać, że bardzo mi się to podobało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz