ROZDZIAŁ DEDYKOWANY zły_ja MAM NADZIEJE ŻE SIE CIESZYSZ <3
Moje myśli krążyły, wokół zielonookiego chłopaka. Zależało mi na nim bardziej, niż powinno i to był problem zważywszy na moje ostatnie przeżycia. James chciał się na mnie odegrać, zdecydowanie był niebezpieczny. Nie mogłam pozwolić, by Brett się w to wszystko włączał. Bałam się o niego. Westchnęłam i pokręciłam głową z niedowierzaniem. To nie miało być tak. Zamknęłam oczy, chcąc zrozumieć co się ze mną stało. Byłam inna. Wszytko to co, wydarzyło się w moim życiu niosło za sobą pewne konsekwencje. Prawda byłą taka, że już nigdy nie miałam być taka jak wcześniej...
Obudził mnie sygnał otrzymanego SMS'a. Była to zwykła reklama, którą rutynowo skasowałam. Było jeszcze bardzo wcześnie. Wstałam i przeciągnęłam się, ziewając głośno. Wchodząc do swojego pokoju mignęło mi przypadkiem moje odbicie w lusterku. Włosy miałam w nieładzie, a pod oczami fioletowe cienie. Zwinęłam się w kłębek na łóżku i okryłam kołdrą. Mruknęłam z zadowoleniem, po czym powoli przymknęłam powieki. Leżałam w bezruchu kilka minut. Przewróciłam się na drugi bok, jednak nie mogłam zasnąć. Byłam wykończona tym wszystkim, a teraz doigrałam się bezsenności. Schowałam twarz pod poduszkę, szukając najwygodniejszej pozycji- na marne.
Po jakiejś godzinie poddałam się. Wzięłam prysznic i zjadłam miskę płatków. Odpaliłam komputer i zajęłam się przeglądaniem poczty e-mail. Otwarłam oczy szerzej, gdy pomiędzy reklamami skrywał się znany mi adres. Ręce zaczęły mi się trząść, a obraz rozmazał się przez napływające łzy. Weź się w garść! Powiedziałam sobie i otworzyłam wiadomość.
Witaj Alice. Czyżbyś się przeprowadziła? Chciałem cię ostatnio odwiedzić, a tu taka niespodzianka. Twój dom doszczętnie spalony... Nawet sobie nie wyobrażasz mojego zdziwienia. A taką miałem nadzieję cię zobaczyć, serio. Myślę, że mamy sobie wiele do wyjaśnienia. Ty, ja i ten twój uroczy kolega- spotkajmy się gdzieś. Jestem otwarty na propozycję, ale pod jednym warunkiem. Żadnych świadków. Sama wiesz jak to wygląda, nie powinniśmy w to mieszać byle kogo.
Czekam na odpowiedź.
James
Byłam oniemiała. Jak on mógł, po tym wszystkim, tak po prostu do mnie pisać. To był jakiś koszmar. Mało tego podjęłam decyzję, iż nie będę wplątywać w to Bretta. On nie był niczemu winien, a przeze mnie mogłoby grozić mu niebezpieczeństwo. Tak, niebezpieczeństwo. Taki właśnie był James- niebezpieczny. Trzeba było się z nim uporać samemu. Strach zaczął mnie przytłaczać. Co mogłam zdziałać sama jedna? Poczułam jakby coś dużego stanęło mi w gardle. Wstałam od biurka i zaczęłam krążyć bez celu po pokoju. Musiałam coś wymyślić, i to szybko. Przejechałam drżącą dłonią skroniach. Byłam zdenerwowana, jak pewnie każdy inny na moim miejscu.
Wtem rozległ się jakby echem dźwięk mojego telefonu. Przerażona do granic możliwości zerknęłam na wyświetlacz. Odetchnęłam głęboko widząc nazwę "tata".
-Halo?- szepnęłam. Spróbowałam opanować szloch i nawet mi to wychodziło, lecz głos nadal mi się łamał.
-Hej, skarbie. Jak się trzymasz?
-Noo, w porządku. Trochę tęsknię.
-Alice, na pewno wszystko gra? Masz jakiś dziwny głos...- urwał.
Odchrząknęłam i ze wszystkim sił starałam się brzmieć normalnie.
-Tak, tato. Naprawdę nic się nie dzieje. Nie musisz się denerwować. Lepiej zadzwoń do mamy, martwi się.
-Mamy?- spytał z niedowierzaniem. Wydawał się bardzo, ale to bardzo zdziwiony.
-No, Rebbeca. Twoja żona. Halo, ziemia- zaśmiałam się. Łudziłam się, że rzez swój szok, nie wychwyci w moim głosie pewnej sztuczności.
-Ach, oczywiście- mruknął. Wyobrażałam sobie, jak kręci głową i chodzi po pokoju.- Muszę... muszę z nią porozmawiać.
-Dobrze, to do zobaczenia.
-Cześć, mała.
Rozłączyłam się, nim zdążył jeszcze coś dodać. Rzuciłam komórkę na małą kanapę i rozkleiłam się. Miałam szczęście, że rozmowa z ojcem trwała, tak krótko. Dłużej nie mogłabym udawać. Byłam w rozsypce, a mimo to wiedziałam co należało zrobić. Zajęłam miejsce na podłodze i sięgnęłam po laptopa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz