środa, 11 grudnia 2013

rozdział 32

Odskoczyliśmy  od siebie jak oparzeni. Czułam jak się rumienię....
-ALICE NATYCHMIAST DO DOMU!- wydarła się Rebbeca.
-Muszę już iść- szepnęłam. Na twarzy Jamesa widniał szeroki uśmiech.
-Taa, rozumiem- mrugnął do mnie. Nachylił się i jeszcze raz mnie pocałował, ale tym razem był to krótki, choć bardzo słodki pocałunek. Jak tylko się ode mnie odsunął mimowolnie westchnęłam. Odwrócił się i wszedł do taksówki. Zaśmiałam się cicho i otworzyłam drzwi mieszkania.
Przede mną stała rozwścieczona Rebbeca. Na pierwszy rzut oka zorientowałam się w czym tkwił problem, macocha rozpoznała Jamesa, a w jej oczach nie miał przecież dobrej opinii.
-Cześć- odezwałam się, spuszczając oczy. Nie potrafiłam mierzyć się z jej karcącym spojrzeniem.
-Co ty sobie myślisz?!- krzyknęła.
-To nie tak, mamo. Ja wiem jak to wygląda, ale to nie tak.
-Czyli, nie całowałaś się z chłopakiem, który niedawno cię zaatakował?
-Eee... no może nie do końca.
-Alice!
-Tyle się dzisiaj działo, że mogłabyś najpierw mnie wysłuchać, a nie od razu wyciągasz jakieś pochopne wnioski. Daj mi to wszystko jakoś wyjaśnić, proszę.
Rebbeca wzięło głęboki oddech i skierowała się do salonu. Usiadłyśmy na kanapie, gdzie w spokoju mogłyśmy porozmawiać. W duchu dziękowałam, że ojciec jeszcze nie wrócił z planu.
Kiedy relacjonowałam mamie moje dzisiejsze przygody, słuchała w milczeniu. Widać było, że starała się opanować i mi nie przerywać.
-No i tak jakoś wyszło, że mnie pocałował- zakończyłam, oblewając się rumieńcem.
-Oj dziecko, co to się porobiło. Domyślasz się pewnie, że nie podoba mi się to całe zamieszanie z James'em.
-Tak. Tylko, zauważ, że wcześniej byliśmy przyjaciółmi. A dzisiaj mnie obronił...- przerwałam. Ciągle było mi ciężko, z powodu głupich wyczynów Bretta. Nie potrafiłam mu tego wybaczyć. Za wiele dla mnie znaczył.
-Nie wiem co myśleć.
-Ja też nie. Jednak uważam, że mogłabym dać mu jeszcze jedną szansę. Poza tym sami mówiliście, z tatą, że potrzebni mi przyjaciele.
-Ale nie tacy, Alice.- Westchnęła. Spojrzała na mnie z troską.
-Dam sobie radę, mamo. Zaufaj mi.
-Ufam, kochanie, ufam.
Przytuliłam ją i poszłam do swojego pokoju. Przymknęłam drzwi i usiadłam na podłodze. Głośno westchnęłam. Co ja narobiłam? Czy ja do reszty zgłupiałam?
Zamknęłam oczy i poddałam się fali zmęczenia, która pojawiła się jakby znikąd.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

1 komentarz: