sobota, 7 grudnia 2013

rozdział 30

-Chodź- szepnął James.
Przełamałam się i otworzyłam oczy. Przerażona zakryłam usta dłonią. Brett... Leżał pobity na ziemi. Wydawał się tak strasznie cierpieć...
-Jak mogłeś?- krzyknęłam. Kochałam go, teraz byłam tego pewna.- Kochałam cię!
-Alice, uspokój się. To ni nie da- James otoczył mnie ramieniem. Łkałam i szlochałam. Czułam taki ból...
-Kochałam! Rozumiesz?! Kochałam. Jesteś idiotą...
-Alice, chodź. Zostaw go.
-Ja go kochałam, wiesz? Naprawdę go kochałam, a on tak po prostu...Nie wierzę!- rozpłakałam się na dobre. Przez łzy widziałam wszystko jak przez mgłę, cały obraz mi się rozmywał. Byłam taka zrozpaczona. 
-Śmieszna jesteś- wymamrotał Brett. Próbował się podnieść, ale ciągle był pijany. Wreszcie udało mu się wstać. Zmierzyłam go spojrzeniem i przyłożyłam mu w twarz. Padł jak długi. 
-James, zabierz mnie stąd- wyszeptałam. Twarz całą miałam mokrą. 
-Oczywiście- powiedział chłopak. Przytrzymał mnie w talii i pozwolił bym oparła się o niego. 

***

Siedziałam na beżowej kanapie w salonie nowego mieszkania Jamesa. Od niedawna mieszkał sam, bez rodziców. W dłoniach trzymałam gorący kubek, pełen słodkiej herbaty. Wpatrywałam się w niego, nie wiedząc co począć. James siedział obok. W pogotowiu trzymał pudełko chusteczek, które wcześniej opróżniłam niemal do połowy. Czułam się zdradzona, oszukana i taka... odrzucona. Tak, to było właściwe określenie. Czułam się odrzucona, jak nigdy przedtem. 
-Alice, spójrz na mnie, proszę- cicho powiedział James. Podniosłam wzrok, wyglądał na zaniepokojonego.
-Boję się o ciebie...
-Nic mi nie jest.
-Alice, nie jesteś ze stali- zaczął. Wiedziałam, że miał rację, jednak ze wszystkich sił starałam się sama sobie mydlić oczy. Pragnęłam być ze stali i mieć tego dupka, który był mi powietrzem.
-Wiesz, że jestem twarda.
-Do cholery, przejrzyj na oczy!
-Po co?- zapytałam i odłożyłam kubek na stolik.- James, chyba powinnam już iść...
-Nie, błagam. Porozmawiaj o czymś innym, zgoda? Proszę, cię nie zostawiaj mnie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegar na ścianie. Dochodziła druga po południu.
-Moja mama będzie się denerwować, że nie ma mnie na obiedzie.
-Zamówimy pizzę- uśmiechnął się. Wzruszyłam ramionami na znak zgody. Chłopak wyszedł zadzwonić z zamówieniem, a ja wysłałam sms'a do Rebbec'y, że wrócę późno.
James wrócił do pokoju i włączył 4funtv. Usiadł obok mnie i przekrzywił głowę z zaciekawieniem. 
-O co chodzi?- zapytałam. 
-Twoja mama jest w domu? Wcześniej mówiłaś, że ona...
-Kojarzysz żonę mojego taty? Rebbeca, ona teraz zastępuje mi matkę- szepnęłam. 
James zbliżył się do mnie i przytulił mnie. Potrzebowałam tego. W chwili gdy wtuliłam twarz w jego silne ramiona, uświadomiłam sobie, że czuję się w nich bezpieczna. Chłopak jakby czytał mi w myślach.
-Zaopiekuje się tobą, naprawdę obiecuję. Nigdy więc cię nie skrzywdzę. Zależy mi na tobie- ostatnie zdanie powiedział prawie, że bezgłośnie.Pogładził mnie po włosach i musnął ustami czubek głowy.

Jedliśmy pizzę i śmialiśmy się rozmawiając o nowym życiu Jamesa.
-Naprawdę zaczynasz zupełnie wszystko od początku?- spytałam. Przyglądałam mu się z uśmiechem.
-Tak. Wyprowadziłem się od rodziców i postanowiłem chociaż spróbować się zmienić. Wiedziałem też, że chciałbym zasłużyć na pewną czarującą dziewczynę- mrugnął do mnie. Sięgnął po butelkę coli i rozlał ją do dwóch szklanek.
-No, a jak to jest, uczysz się jeszcze? Czy chodzisz do pracy?
-Wiesz, rzuciłem szkołę- zaśmiał się. Upił łyk napoju, a potem dokończył.- A do roboty mi jeszcze daleko.
-Ja już chyba do szkoły nie wrócę...
-Więc jaki masz plan?
Zamyśliłam się i spojrzałam w okno. Zastanawiałam się od kilku dni, co teraz będzie.
-Szczerze, to nie mam pojęcia- mruknęłam.- Chciałabym skończyć jakąś szkołę muzyczną, albo coś takiego, ale nie wiem jak się do tego zabrać. To wszystko mnie przerasta. Tak naprawdę to ja jeszcze się nie pozbierałam po tym wszystkim.
-Rozumiem...
-Wcale nie.
-Może i masz rację, nie będę się sprzeczał, ale i tak myślę, że jesteś bardzo silna. Szacun.
-Dziękuję- szepnęłam i oparłam głowę o jego ramię.- Dziękuję, za wszystko.
-Przepraszam...- szepnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz