Obudziłam się w dużym przestronnym pokoju. Panował w nim półmrok, bo żaluzje zasłaniały okna. Rozejrzałam się i zorientowałam, gdzie jestem- byłam w mieszkaniu mojego ojca, a dokładniej w jego salonie. Nie miałam zielonego pojęcia skąd się tu wzięłam, ale nagle przypomniałam sobie słowa pielęgniarki i w oczach znów zalśniły mi łzy. Usiadłam na ciemnej kanapie i zwinęłam się w kłębek. Nie wiem ile tak siedziałam i płakałam, lecz w pewnej chwili drzwi salonu otworzyły się. Stanęła w nich Rebbeca, żona mojego taty. Jej długie blond włosy były związane w schludną kitkę. Miała na sobie śliczną czerwoną sukienkę. Podeszła do mnie i bez słowa mnie przytuliła. Bardzo ją lubiłam, zawsze była dla mnie miła i mogłam na nią liczyć. Kiedy trochę się uspokoiłam zapytałam:
-Co z moją mamą?
-Nie martw się będzie dobrze. Twój tata został w szpitalu, żeby się czegoś dowiedzieć, bo na razie nic nie wiemy- uśmiechnęła się ciepło. Musiałam być w dobrej myśli.- Wiesz, powinnaś iść do toalety i troszkę się oporządzić.
-Chyba masz racje- wstałam i poszłam do łazienki. Gdy ujrzałam swoje odbicie w lustrze przeraziłam się. Wyglądałam jak zombi. Umyłam twarz i uczesałam włosy. Po skończonej toalecie wróciłam do pokoju. Nikogo w nim już nie było. Włączyłam swoją ulubioną stację radiową, na której puszczane były ostre rockowe kawałki. Uwielbiałam taką muzykę. Przypominała ona mój charakter- głośna, buntownicza, niezależna i szczera. Patrząc na mnie ludzie brali mnie często za złe i niewychowane dziecko ulicy. Moje długie, czerwone włosy oraz ciemne, zniszczone ubrania były częścią mnie, dlatego nie zwracałam zbytniej uwagi na osądy obcych mi ludzi.
Nagle zadzwoniła moja komórka. Spojrzałam na wyświetlacz dzwonił mój tata, więc szybko odebrałam.
-Halo?- usłyszałam w głosie ojca zdenerwowanie.
-Tak tato? Co z mamą? Wszystko w porządku? Obudziła się?- zasypałam go gradem pytań.
-Alice...- zaczął, nie wiedząc jak mi to powiedzieć.- Mama się nie wybudziła i wygląda na to, że...
-No tato wyduś to z siebie. Powiedz mi co się dzieje- poprosiłam. Ojciec wziął głęboki oddech po cym dokończył:
-Mama się już nie wybudzi.- I nagle mój świat runął. To koniec. Koniec.- Ja muszę teraz załatwić kilka spraw, ale słowo honoru, jak tylko wrócę to porozmawiamy.- Czekał na jakąś reakcję z mojej strony, jednak się jej nie doczekał. Dla mnie nic się już nie liczyło. To był istny koniec. Rozłączyłam się. Zbiegłam schodami na dół i ubrałam moje glany- prezent od mamy na moje 15 urodziny. Wybiegłam z kamienicy nie tłumacząc się Rebbece. Podeszłam do postoju taksówek i pojechałam do szpitala, w którym leżała moja mama. Gdy już dojechałam na miejsce pobiegłam na oddział urazowy zobaczyłam, że sala, w której leżała jest pusta. Przy kontuarze stała ta sama pielęgniarka co wcześniej, dlatego podeszłam i zapytałam wprost:
-Gdzie jest moja mama?- kobieta bez trudu mnie rozpoznała. Jej spojrzenie było przepełnione współczuciem i bólem. Nie chciałam przyjąć do wiadomości, że jest źle. Dla mnie to i tak był po prostu koniec. Koniec i nic więcej.
-Twoja mama leży na oiomie i nie możesz jej zobaczyć, ale tu gdzieś jest twój tata. Uważam, że to z nim powinnaś porozmawiać.
Usiadłam na jednej z ławeczek, bo odniosłam wrażenie, iż zaraz się przewrócę. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zimną ścianę. Niespodziewanie zjawił się mój tata.
-Alice, nic ci nie jest?- spytał spanikowany, zapewne myślał, że ponownie straciłam przytomność. Otworzyłam oczy i wbiłam w niego wzrok.- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Zaraz pójdziesz do mamy i pożegnasz się z nią- powiedział powoli, uważnie mi się przyglądając.
-Co?!- wykrzyknęłam. NIE! NIE! NIE! Powtarzałam sobie, to nie możesz się tak skończyć.
-Kochanie, ja wiem, że to trudne. Rozumiem cię. Sam już pożegnałem się z mamą. Naprawdę, nic się już ie da zrobić...-urwał i mnie przytulił. Miałam dość. Zaczęłam szlochać, a łzy spływały mi ciurkiem po policzkach. Moja kochana mama była mi potrzebna, nie mogła mnie zostawić! Kochałam ją najbardziej na świecie i nie wyobrażałam sobie przyszłości bez niej. Tata wziął mnie za rękę i poprowadził do jakiejś sali. Sama ledwo co stałam na nogach- nic do mnie nie docierało. Przez łzy w oczach nic nie widziałam. Marzyłam, aby to wszystko kazało się tylko złym snem, ale to nie był sen. To była rzeczywistość.
-Zostawić cię samą?- usłyszałam głos zmartwionego i zbolałego ojca. Nagle zauważyłam, że sam także płacze. W odpowiedzi pokiwałam tylko głową. Wytarłam oczy, by móc zobaczyć twarz mojej ukochanej rodzicielki. Z całego serca chciałam się z nią zamienić. Poświęcić swoje bezsensowne życie dla niej. Kiedy wreszcie ją wyraźnie zobaczyłam myślałam, iż pęknie mi serce. Leżała w bandażach ze spokojnym wyrazem twarzy. Nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu.
-Mamo... Proszę cię... Nie rób mi tego...- bełkotałam przez łzy. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, co powinna na koniec ode mnie usłyszeć.- Mamusiu, jeśli mnie słyszysz to pamiętaj, że cię kocham. Będę za tobą potwornie tęsknić...- urwałam, ponieważ przeraziłam się. Tęsknota i ból, tak teraz tylko to się będzie liczyć.- Nie odchodź, błagam cię. Jesteś mi potrzebna. Mamo! Kocham cię, nie zostawiaj mnie- przytuliłam się do niej. Usłyszałam czyjeś kroki, lecz miałam to gdzieś. Dla mnie najważniejsza była matka.
-Chodź, musimy iść- powiedział tata, ale ja nie miałam dosyć. Nie mogłam od niej teraz odejść, nie potrafiłam. Pocałowałam mamę w policzek i mocniej się w nią wtuliłam, jednak złapał mnie za ramię i zrozumiałam, że to już. Właśnie nastąpił koniec. Puściłam ją, choć poczułam, jakby część mnie przy niej została. Przechodząc przez drzwi po raz ostatni jeszcze spojrzałam na spokojną twarz mamusi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz