Rozdział I
Obudziłam się około godziny dziesiątej. No tak, budzik nie zadzwonił, bo jest sobota. Wstałam, pościeliłam łóżko i poszłam do łazienki. Umyłam żeby i głowę, a następnie wróciłam do swojego pokoju. W całym domu było bardzo cicho, a to dlatego, że moja mama poszła na szóstą rano do pracy. Włączyłam komputer i ubrałam się. Wybór padł na czarne rurki oraz czerwony T-shirt. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam słońce przebijające się przez czarne chmury. Nagle zaburczało mi w brzuchu, więc zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę i herbatę, i wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam do komputera i przejrzałam pocztę. Przeczytałam kilka wpisów z facebook'a, a potem poszłam wysuszyć włosy. W łazience przyjrzałam się swojemu odbiciu. Moje czerwone włosy z grzywką na bok były moją charakterystyczną cechą. Do tego byłam bardzo, ale to bardzo blada. Dziewczyny z mojej szkoły często powtarzały, że zazdroszczą mi mojej wysokiej i zgrabnej sylwetki. Mimo to sama uważałam, iż wygląd nie jest aż tak ważny.
Kiedy wróciłam do pokoju zadzwonił telefon z salonu, więc pobiegłam go odebrać.
-Halo- odezwało się w słuchawce.- Alice?
-Cześć tato- przywitałam ojca. Dawno do mnie nie dzwonił. Był z mamą po rozwodzie i nie mieszkał z nami. Widywałam go średnio dwa razy w miesiącu, ale rozmawialiśmy też przez telefon.- Co tam?
-Cześć mała- zawsze tak do mnie mówił, mimo tego, że skończyłam już dawno 16 lat.- U mnie całkiem nieźle. Ale dzwonię, żeby dowiedzieć się co u ciebie słychać? Ostatnio nie miałem czasu zadzwonić i chciałem cię a to bardzo przeprosić. Wiesz miałem sporo pracy.
-Rozumiem, nic się nie stało- nie miałam tacie za złe, że nie zadzwonił. Zdarza się i tyle, a on bardzo się starał.- W ogóle to u mnie spoko. W szkole po staremu, same piątki i szóstki.
-No to się cieszę. A u mamy też wszystko ok?- zawsze o nią pytał, ale tylko z grzeczności.
-Jasne. Ostatnio dostała awans, więc ma teraz sporo na głowie-odpowiedziałam. I tak rozmawialiśmy w sumie o niczym. Kiedy skończyliśmy postanowiłam ruszyć się z domu. Założyłam adidasy, kurtkę i już wyszłam z domu, bez celu dokąd idę.
Szłam sobie i szłam nie wiedząc dokąd i myślałam co by tu porobić. W końcu stwierdziłam, że mogę odwiedzić swoją najlepszą przyjaciółkę, Tori.
Tori była chudą dziewczyną w moim wieku. Miała krótkie, blond włosy i wielkie, piwne oczy. Zawsze się uśmiechała. Poczucie humoru nigdy jej nie opuszczało. Miała talent do gry na gitarze. Ja uwielbiałam jej słuchać, a czasem nawet coś podśpiewywałam. To była świetna zabawa.
Tori w przeciwieństwie do mnie nie mieszkała w domu, tylko w bloku. Dość daleko od mojej dzielnicy. Ja miałam dwupiętrowy domek jednorodzinny, a ona trzypokojowe mieszkanie.
Usiadłam na przystanku w oczekiwaniu na odpowiedni autobus.
-Alice!- usłyszałam głos mojej najlepszej przyjaciółki, dlatego odwróciłam się w stronę wołania.
-Hejka!- krzyknęłam. Dziewczyna podeszła do mnie w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał czarne włosy z grzywką na oku. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to to, że jest ona bardzo przystojny. Kiedy oboje do mnie podeszli przywitali się.
-Hej, Alice. Poznaj proszę Bretta- przedstawiła mi chłopaka.- Wiesz, od dzisiaj jesteśmy parą- wyznała. Brett patrzył na mnie z uśmiechem, który odwzajemniłam.
-Siemka. Miło mi cię poznać-wybąkałam. Stwierdziłam, że nie wypada im przeszkadzać i nie wyciągnę dziś nigdzie Tori.
-Sorki, że nie poświęcę ci teraz ani odrobiny czasu, ale chcę się zabawić ze swoich chłopakiem- zaśmiała się. Przytuliłam ja, po czym odeszła trzymając za rękę wybranka. Z lekka zawiedziona wstałam i poszłam w kierunku swojego domu.
Gdy już wróciłam włączyłam telewizor i zabrałam się za odrabianie zadań domowych. Potem już nic się nadzwyczajnego nie działo dopóki nie zadzwoniła moja komórka. Numer był zastrzeżony. Odebrałam.
-Witam. Z tej strony Elizabeth Pound, pielęgniarka dyżurowa z oddziału urazowego. Czy rozmawiam z Alice Mydholn?- zapytała kobieta. Nie zrozumiałam po co ktoś taki do mnie dzwoni, toteż się nie przejęłam.
-Tak, przy telefonie. A o co chodzi?
-Pani matka miała wypadek samochodowy. Ma poważny uraz głowy i musi się tu pani jak najszybciej zjawić- powiedziała, a mnie zmiękły kolana. Przeraziłam się nie na żarty. Kiedy skończyłam rozmawiać przez telefon, natychmiast wsiadłam w taksówkę i pojechałam pod podany adres
Z góry przeprasza za wszystkie błędy interpunkcyjne i ortograficzne. :)
by Bella
Szłam sobie i szłam nie wiedząc dokąd i myślałam co by tu porobić. W końcu stwierdziłam, że mogę odwiedzić swoją najlepszą przyjaciółkę, Tori.
Tori była chudą dziewczyną w moim wieku. Miała krótkie, blond włosy i wielkie, piwne oczy. Zawsze się uśmiechała. Poczucie humoru nigdy jej nie opuszczało. Miała talent do gry na gitarze. Ja uwielbiałam jej słuchać, a czasem nawet coś podśpiewywałam. To była świetna zabawa.
Tori w przeciwieństwie do mnie nie mieszkała w domu, tylko w bloku. Dość daleko od mojej dzielnicy. Ja miałam dwupiętrowy domek jednorodzinny, a ona trzypokojowe mieszkanie.
Usiadłam na przystanku w oczekiwaniu na odpowiedni autobus.
-Alice!- usłyszałam głos mojej najlepszej przyjaciółki, dlatego odwróciłam się w stronę wołania.
-Hejka!- krzyknęłam. Dziewczyna podeszła do mnie w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał czarne włosy z grzywką na oku. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to to, że jest ona bardzo przystojny. Kiedy oboje do mnie podeszli przywitali się.
-Hej, Alice. Poznaj proszę Bretta- przedstawiła mi chłopaka.- Wiesz, od dzisiaj jesteśmy parą- wyznała. Brett patrzył na mnie z uśmiechem, który odwzajemniłam.
-Siemka. Miło mi cię poznać-wybąkałam. Stwierdziłam, że nie wypada im przeszkadzać i nie wyciągnę dziś nigdzie Tori.
-Sorki, że nie poświęcę ci teraz ani odrobiny czasu, ale chcę się zabawić ze swoich chłopakiem- zaśmiała się. Przytuliłam ja, po czym odeszła trzymając za rękę wybranka. Z lekka zawiedziona wstałam i poszłam w kierunku swojego domu.
Gdy już wróciłam włączyłam telewizor i zabrałam się za odrabianie zadań domowych. Potem już nic się nadzwyczajnego nie działo dopóki nie zadzwoniła moja komórka. Numer był zastrzeżony. Odebrałam.
-Witam. Z tej strony Elizabeth Pound, pielęgniarka dyżurowa z oddziału urazowego. Czy rozmawiam z Alice Mydholn?- zapytała kobieta. Nie zrozumiałam po co ktoś taki do mnie dzwoni, toteż się nie przejęłam.
-Tak, przy telefonie. A o co chodzi?
-Pani matka miała wypadek samochodowy. Ma poważny uraz głowy i musi się tu pani jak najszybciej zjawić- powiedziała, a mnie zmiękły kolana. Przeraziłam się nie na żarty. Kiedy skończyłam rozmawiać przez telefon, natychmiast wsiadłam w taksówkę i pojechałam pod podany adres
Z góry przeprasza za wszystkie błędy interpunkcyjne i ortograficzne. :)
by Bella
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz